niedziela, 25 października 2015

Izydor nie żyje

Internet poznał go jako tłumacza książki Conan i czarownik. Nie czytałem jej. Lecz znając inne, podobne prace Izydora, nie sądzę aby wzniósł się tym razem na wyżyny translatorstwa. Przykro mi jednak, że po takim człowieku pozostał w sieci ów mizerny ślad.

Być może niektórzy pamiętają jego antykwariat na ulicy Nowomiejskiej, w Łodzi. Nigdy w nim nie byłem. Izydor prowadził go dość krótko. Chyba nie sprawdziły się jego liczne talenty w gospodarce rynkowej ostatnich lat. Starsi miłośnicy komiksu mogą pamiętać nietypowego sprzedawcę w Komikslandzie. Pierwszym polskim sklepie komiksowym, który powstał oczywiście w Łodzi, w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Tam również Izydor nie zagrzał zbyt długo miejsca. Inni czytelnicy literatury obrazkowej zapewnie kojarzą dziwnego, niedużego człowieczka, zawsze ubranego w niezniszczalną, brązową marynarkę, który na różnych komiksowych giełdach oferował stare publikacje naznaczone osobliwym aromatem. Najlepiej jednak pamiętają Izydora stali bywalcy Rynku Bałuckiego. Na jego skromnym stoisku niezmiennie można było kupić dobrą fantastykę i komiksy.

Izydor był handlarzem w dumnym znaczeniu tego słowa. Zawsze świadom wartości oferowanych publikacji, nigdy nie przesadzał z wyceną. Mimo to, nadal był skłonny do dalszych negocjacji. Swój towar zdobywał aktywnie, przemierzając kraj od bazaru do targowiska. Niemal codziennie też odwiedzał łódzkie antykwariaty. Czym zawsze wzbudzał mój podziw. Izydor był pierwszym polskim handlarzem komiksowym, który wiedział czym handluje. Dzięki swojej aktywności stał się prawdziwym znawcą popularnego komiksu amerykańskiego. Co w tamtych czasach było zapewne ewenementem na skalę całych demoludów. Izydor był również miłośnikiem fantastyki i ekspertem w dziedzinie polskich publikacji. Znanym i cenionym członkiem fandomu.

Poznałem Izydora w latach 70. na Wodnym Rynku, w Łodzi. Oferował on wtedy oryginalne komiksy amerykańskie, których zdobycie w tamtych czasach graniczyło z cudem. Później, przez całe lata, spotykaliśmy się bardzo często na warszawskich bazarach, czy Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku. Czasami jako konkurenci, ale zawsze jak przyjaciele. Izydor był dobrym kompanem do handlu i do szklanki :) Niezwykle inteligentny, a jednocześnie skromny. Był erudytą samoukiem. Ci którzy go znali, zawsze mieli o nim dobrą opinię. Odkąd pamiętam, Izydor marzył o własnym antykwariacie, w którym jego wiedza byłaby z pewnością nieocenionym skarbem. Szkoda, że choroba pokrzyżowała mu plany.


portret Izydora, fragment autografu - rysunek Wojciech Birek

O Izydorze wspomnę jeszcze nie raz. Ponieważ był on bez wątpienia ważną postacią w historii komiksu, w Polsce.

Pogrzeb odbędzie się w najbliższy wtorek, na Cmentarzu Doły, o 11.