września 25, 2026

ipo festiwalu 2026

Co roku fascynuje mnie bardzo moje psychiczne zaangażowanie w stosunku do łódzkiej imprezy komiksowej w Atlas Arenie. Nawet kiedy dwa lata temu orgowie „zapomnieli” mnie zaprosić czułem się dość dziwnie. Szczególnie, kiedy dzwonili do mnie koledzy komiksiarze (nienawidzę tego słowa), zaniepokojeni moją nieobecnością na kiermaszu. Wszak bywałem na nim od początku istnienia imprezy. Ba. Nawet go stworzyłem i przez niemal trzydzieści lat organizowałem. A ponieważ moja obecna sytuacja finansowa nie jest zbyt zachwycająca, niektórzy proponowali nawet ufundowanie mojej skromnej osobie bilet na rok kolejny. Ostatnio, znajoma dowiedziawszy się, że to ja stworzyłem Festiwal Komiksu (wcześniej impreza nosiła miano: Konwent Twórców Komiksu) zapytała: czy otrzymuję tantiemy za wykorzystanie moich pomysłów? A może odnoszę jakieś inne korzyści związane z wieloletnim wysiłkiem realizatora (pisałem o tym już w „13lat prowizorki”).. Wydawałoby się czymś naturalnym uhonorowanie starego orga wejściówką na imprę, którą współtworzył przez lata.. Ale nie w świecie Mamuta :( Tutaj muszę za każdym razem prosić dyrektoriat o darmowy bilet oraz skrawek podłogi na giełdzie, którą wymyśliłem :(

mój tegoroczny kram festiwalowy, nadal obok wielkiego stoiska Ryśka z klanu :)

Co roku, przed kolejną edycją festiwalu, dopada mnie syndrom organizatora. Mimo, że od kilku lat nie pełnię już tej funkcji. Zawsze, na kilka dni przed imprezą ogarnia mnie pewien niepokój. Nocą udaje mi się przespać jedynie trzy godziny. Budzę się zmęczony i wiem, że już nie zasnę :( Myślę.. Podejrzewam, że nadmierne myślenie przyczyni się kiedyś do zagłady całej ludzkości.. Jeśli oczywiście wcześniej nie wygubi człowieków ta straszna Sztuczna Inteligencja ;)

Co roku niecierpliwie wyczekuję kolejnej edycji komiksowego konwentu. Ale kiedy się już zacznie, chciałbym żeby jak najszybciej się zakończył. Bo zamiast radości, wynikającej z chęci spotkania wielu znajomych. Jak również przekazania miłośnikom komiksów archiwalnych, oryginalnych wydawnictw, które zalegają półki w mojej małej kawalerce, jeszcze od czasu Komikslandu Kuźniaka. Czuję tylko rozgoryczenie powodowane zmęczeniem oraz brakiem możliwości pełniejszego udziału w evencie. Bowiem zawsze jestem „przykuty” do swojego stoiska :(

Zanim jednak przejdę do bardzo osobistej relacji z tegorocznej imprezy, chciałbym w tym miejscu złożyć szczere podziękowania Mamutowi. Za to, że po latach udostępnił uczestnikom Festiwalu Komiksu główne wejście do Atlas Areny. Tym samym, umożliwił swoim czynem powrót komiksowych dinozaurów na zajmowane onegdaj „pielesze” :) Osobom na wózkach, łatwiejszy dostęp do wind. Sprawniejszym uczestnikom, kilka wygodnych klatek schodowych. A wystawcom, lepsze wykorzystanie jedynej na tym poziomie rampy wyładowczej.. Domyślam się, że owa decyzja była dla zwierzaka olbrzymim poświęceniem. Użyczając wejścia VIP spoconym, cuchnącym, zwykłym miłośnikom komiksu, biedak musiał teraz sam przeciskać się przez rozentuzjazmowaną tłuszczę „komiksowych zombie”. Tym bardziej postanowienie dyrektora godne jest pochwały oraz gorących podziękowań :)

Przepraszam za brak większej ilości fotek w moim tegorocznym wpisie. Ale nie lubię zamazywać twarzy na zdjęciach. A taka moda nastała ostatnio w sferze informacyjnej naszych mediów. Jestem natomiast pewien, że na lepszych portalach branżowych oraz tych, które dostarczają „muchom” różnych, pospolitych wieści, można znaleźć sporą ilość świetnych zdjęć z łódzkiej imprezy :) Na ilustracji niniejszego tekstu pozwoliłem sobie tylko pokazać moją najnowszą konstrukcję z tektury, z której wykonania jestem bardzo dumny. Być może poznają mój „kieszonkowy kram” na żywo goście innych imprez, w różnych miastach naszego pięknego kraju :) Czekam na zaproszenia.

Z korytarzy o-ringu Atlas Areny zniknęła jeszcze wątpliwa atrakcja poprzedniej edycji festiwalu. Mianowicie, potykacze skrywające kable energetyczne, ale też skutecznie utrudniające spacery gości między stoiskami. Orgowie konwentu odkryli, że przewody z prądem można umieścić wysoko nad głowami przechodniów, tak jak to jest robione od lat na innych normalnych imprezach, na całym świecie.

Lecz nagłośnienie płyty boiska nie zmieniło się wcale. Niekiedy przykra „muzyka” była wyraźnie odczuwalna nawet przy moim kramie. Dwa piętra wyżej i kilka ścian dalej. Ale to przecież jest znak firmowy imprez tworzonych przez ekipę zwierzaka.. Kiedy przez moment udało mi się uwolnić od mojego stoiska i robiąc fotki „dla pamięci” przechodziłem obok sceny, na której jakiś koleś napier.. oznajmiał eventowe banały, czułem wręcz ból w uszach podczas jego wynurzeń. Pomimo tego, że jestem już trochę głuchy.. W ubiegłym roku pokaźną przestrzeń dość blisko estrady zajmowało duże stoisko firmy Yatta. Obecnie sprzedawcy uciekli na drugi koniec hali. Byle dalej od hałasu ze sceny. Ekipa nowych orgów Mamuta nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego uczestnicy strefy targowej tak niechętnie stawiają swoje kramy na arenie. Naturalnie za wyjątkiem tych człowieków, którzy do pracy w ekstremalnych warunkach zostali zmuszeni. Zwykłych pracowników handlowych gigantów. Tym razem, na utratę słuchu zostali skazani szeregowi robole z EC1. Ogromna konstrukcja firmy (kto bogatemu zabroni szaleć, za pieniądze uczestników festiwalu) znajdowała się najbliżej sceny, więc przyjmowała cały impet „fali uderzeniowej”. Na przyszłość radzę biedakom obsługującym stoisko organizatora festiwalu rejestrowanie „dźwięków” aplikacją mierzącą decybele. Na pewno ułatwi to pozyskanie właściwego odszkodowania.. A może pomogą zatyczki w uszach i obsługa klientów językiem migowym ;)

Egmont częściowo odgrodził się od hałasu solidną ścianą. Było to największe stoisko na całej imprezie. Szkoda tylko, że doświadczeni, najstarsi stali wystawcy ze strefy targowej festiwalu nie wykorzystali (jak kiedyś) przestronnego holu, zaraz za głównym wejściem do Atlas Areny. Miejscem, z którego roztacza się najlepszy, bardzo spektakularny widok na całą arenę. Pozostali handlarze na płycie boiska starali się za wszelką cenę odizolować od „emanacji” sceny. Z różną skutecznością. Natomiast niemal wszyscy byli do estrady odwróceni dupą :(

Oferta targowa była typowa dla większości imprez komiksowych lat ostatnich. Uczestnikom festiwalu oferowano sporo rodzimych publikacji obrazkowych. Wśród nich można było dostrzec liczną grupę polskich autorów. Co bardzo cieszy. Lecz gros naszych twórców prezentowała swoje prace jedynie w sferze niezalu.. Dzięki temu, że obecnie rynek zasila wiele podmiotów wydawniczych (większych i mniejszych), nowych propozycji dla miłośników literatury obrazkowej jest naprawdę mnóstwo. A to cieszy podwójnie :) Naturalnie, standardowo w ofercie targowej znalazło się multum „dziewczyńskich” mang oraz różnych pluszaków, figurek, ciuszków, plakatów oraz innych, nikomu nie potrzebnych do życia gadżetów.. Niektórzy wystawcy trafili na kiermasz celowo. Lecz znalazło się kilka nowych, przypadkowych stoisk, zachęconych lukratywną perspektywą przez sprytnych orgów. Obsługa tych straganów ewidentnie się nudziła, ponieważ zainteresowanie ich kontentem było raczej niewielkie. Pewnie w kolejnej edycji zrezygnują z udziału w targach. Jak wcześniej wielu innych, zacnych poprzedników oferujących treści, które nie trafiały w gusta eventowych gości.

Tym razem na arenie nie spotkałem wielu znajomych. Jedynie Krzysia Ostrowskiego ze wspólnikiem. Oferowali oni cenione przez siebie albumy zza lady własnego wydawnictwa. Kolegę z Jarmarku Dominikańskiego, który obecnie handluje grami na konsole. Oraz starego handlarza „żołnierzykami” różnej wielkości oraz maści, który ostatnio poszerzył swoją ofertę o broń białą. Nie miał jednak Excalibura, więc nie dałem mu zarobić ;) Być może pozostali znajomi z branży zrezygnowali z festiwalu, ze względu na rosnące (z roku na rok) koszty udziału w imprezie. Albo umarli, jak Biskup i kilku moich starych kumpli :( Chyba poważnym argumentem absencji stałych sprzedawców jest mniejsza ilość klientów, których spora liczba została „uśmiercona” ceną biletu wstępu na imprezę, jeszcze przed konwentem :( Jednak zachłanność orgów w stosunku do eventowych geeków ma swoje granice.. Pisałem już o tym i na pewno, nie raz napiszę jeszcze..

Natomiast na o-ringu panował prawdziwy jarmark rozmaitości, oferowanych przez drobnych kramarzy. Ogromna popularność miejsca powstała za sprawą niższych kosztów mniejszego stoiska (na ladach szatni oraz małych stolikach). A także, ograniczonej dawki hałasu z boiska. Dominował tutaj, jak zwykle, przeróżny szrot mangoidalny oraz czarodziejsko-szatanistyczny ;) Lecz były też „profesjonalne” kramy mniejszych, rodzimych wydawców (mniejszych potencjałem finansowym, lecz nie ofertą :) Jak również ekspozycje kilku popularnych autorów komiksów, na których twórcy wrysowywali autografy swoim fanom. W korytarzach Atlas Areny można było dostrzec wiele ofert „niezalu”. Szkoda tylko, że nadal stoiska młodych autorów (często również samoistnych wydawców) były rozproszone oraz przedzielone przypadkowym kontentem. Wszelako tym razem, kilku grafikom słońce już nie świeciło w plecy, utrudniając znacznie rysowanie. Bowiem duże okna na świat mieli przed sobą. Mogli więc swobodnie pracować na dobrze oświetlonej planszy :) Ciekawe, czy to był przypadek? A może wreszcie, celowe działanie orgów? Proponuję jednak na przyszłość umieszczać kramy rysowników w jednej strefie. Najlepiej za ladą w szatniach Atlas Areny. Wtedy autorzy komiksów będą wśród „swoich”, a żaden zaaferowany fan nie będzie „wisiał” bezpośrednio nad głową pracującego twórcy :)

Wspomniałem już, że stoiska komiksowych dinozaurów trafiły na właściwe, zajmowane onegdaj przez dekadę miejsce. Była to chyba jedyna (choć nieduża) przestrzeń na całej imprezie, w której można było zobaczyć stare komiksy (zarówno polskie, jak i zagraniczne). Gdyby tej oferty zabrakło, wielu miłośników historii ilustrowanych utraciłoby sens przyjazdu na festiwal. Nowe tytuły można przecież otrzymać pocztą. Nie trzeba więc na zakupy wlec się do Łodzi oraz płacić koszmarnych cen za bilety wstępu na imprezę. Pomyślcie, ile za te zaoszczędzone pieniądze można byłoby kupić komiksów :) Ale nie martwcie się. Mamut na pewno wypije Wasze zdrowie, podliczywszy zyski po konwencie.

W tym roku ceny biletów wstępu oraz opłata za wynajęcie stoiska na festiwalu znowu wzrosły. Orgowie musieli przecież pokryć własne koszty. Impreza wszak potrzebowała aż dwóch scen, oświetlonych gigantycznymi ekranami. Hałas z estrady zazwyczaj również zużywa dużo kosztownego prądu. Lecz przecież zwierzak miał obowiązek jakoś zadowolić znajomych kontrahentów.. Odkąd pamiętam, Mamut marzył zawsze o portalu wejściowym. I ma :) Dobrze, że w tym roku ekrany umieszczone w konstrukcie nie świeciły w pustkę, tylko informowały miasto gdzie odbywa się event.. A niezbyt skromne stoisko EC1? Przecież organizator imprezy nie płacił za stylowe ściany oraz aranżację, na której prezentował trzy komiksy i kilka koszulek firmowych. Bo niby komu miał zapłacić? Sobie?! Ponadto dyrektor dość często, lekką ręką obdarza różnych przyjaciół przestrzenią targową, ładnie zabudowaną.. A to nie są tanie rzeczy ;) Ktoś musi za nie zapłacić :(

Łódzka impreza zapewne podobała się wielu uczestnikom. Goście chyba też byli ukontentowani. Niektórzy wystawcy zarobili trochę grosza. Inni tylko cieszyli się ze spotkania starych znajomych. Ja należałem do tej ostatniej grupy. Tradycyjnie przycupnąłem z moim nowym, tekturowym stoliczkiem, zajmującym jedynie 40 centymetrów podłogi, obok potężnego, bogatego stoiska Ryśka z klanu (ale innego :) Prezentację swojej oferty uzupełniłem ekspozycją komiksów, która kiedyś przeszkadzała „strażakowi”.. Niestety, moje starania wystawowe nie odniosły oczekiwanych skutków.. Obecnie w Stanach dowolny zeszyt z historią obrazkową kosztuje (w przeliczeniu) około 20 złotych. Natomiast komiksy z mojej kolekcji, które ukazały się ponad ćwierć wieku temu oraz posiadały znamienitych autorów, a dzisiaj są na naszym rynku przeważnie rzadkie (niektóre wręcz unikalne), na ogół wyceniałem połową tej kwoty. Jednak mimo atrakcyjnej oferty, znacznie poniżej nominalnej wartości, moje zeszyty nie cieszyły się zbytnią atencją wśród odwiedzających giełdę fanów. Drugiego dnia eventu (w niedzielę) utargowałem jedynie 200 złotych. Co raczej nie zwróciło mi kosztów, które przeznaczyłem kiedyś na zakup tych wydawnictw. Ani nie wynagrodziło wysiłku jaki poniosłem na przygotowanie kramu :( W sobotę było nieco lepiej. Ale i tak się cieszę. Ponieważ najbardziej zależało mi na przekazaniu moich zbiorów innym miłośnikom komiksu. Szkoda by mi było, gdyby fajne historie nadal zalegały na bibliotecznych półkach. Dlatego czasami dodatkowo obniżałem jeszcze cenę. A co szósty zeszyt był gratis :)

Jednak najbardziej radowało mnie to, że mój kramik przyciągał znajomych, których nie widziałem od roku (a niektórych znacznie dłużej). W pewnym momencie imprezy przysiadł do mnie Doktor Birek. On też sprezentował mi nowe wydanie „Naznaczonego Mrokiem” (aż z dwoma, kolorowymi wrysami :) którego przecież byłem pierwszym wydawcą (w Komiks Forum). Chwilę rozmawialiśmy o pięknej edycji „Kultury Gniewu” kiedy pojawił się Doktor Szyłak. Niestety, nie miałem już dla niego wolnego krzesełka :( Miejsce zgromadzenia takich autorytetów komiksowych zwabiło wkrótce innych znajomych :) Aż tu nagle pojawił się Mamut, aby przywitać moich gości. Przypomniałem sobie wtedy, że niektórzy twórcy oraz leciwi działacze na niwie komiksowej zbliżają się do wieku emerytalnego. Co niestety wiąże się z coraz bardziej postępującą entropią organizmu człowieków :( Dlatego można by było dla nich urządzić w targowej strefie festiwalu niewielki klub seniora (ze dwa stoliczki i kilka krzeseł w jednej z szatni, które zazwyczaj są częściowo puste).. Jednak moja propozycja nie spodobała się zwierzakowi. Skwitował ją jakąś kąśliwą uwagą (chyba zabawną, w jego stylu) i potruchtał dalej.. Dlatego na giełdzie klubu seniora raczej nie będzie :( Lecz najbardziej zasłużeni (w mniemaniu dyrektora) są dopuszczani do strefy VIP, na wyższym piętrze Atlas Areny.. Nigdy nie dostąpiłem tego zaszczytu :(

Mimo wszystko, mnie również impreza się podobała. Głównie za sprawą spotkań towarzyskich oraz nieznacznego odciążenia „nawisu Kuźniaka”. Komiksów nie kupiłem żadnych, lecz kilka otrzymałem w prezencie :) Tym razem mniej mi przeszkadzały stoiska ustawione w zbyt wąskich przejściach. Co roku tworzące natłok gości w tych samych, ciasnych miejscach. Brak światła w kiblach, poza oficjalnymi godzinami otwarcia eventu. Kiedy impreza jest organizowana przez sporą liczbę pracowników i wystawców.. Następnym razem wezmę z domu „czołówkę” :)

Tekst został napisany człowiekiem. Fotkę też zrobił Witek.

września 18, 2026

wystawa

..informacja z ostatniej chwili od wydawcy Czasu Komiksu:

W dniu 18 września 2026 w Zgierskiej Galerii Sztuki w Zgierzu (ul. Długa 41a - Stary Młyn - budynek Miejskiego Ośrodka Kultury (MOK) o godzinie 18,30 nastąpi uroczyste otwarcie wystawy pt. „Czas Komiksu – Reaktywacja” Swoje prace komiksowe zaprezentują autorzy, którzy tworzyli dla „Czasu Komiksu- Antologii” 30 lat temu, jak też Ci którzy dołączyli do reaktywowanego magazynu (m.in.Przemysław Truściński, Tomasz Piorunowski, Marek Turek, Jacek Michalski, Krzysztof Różański, Tomasz Lew Leśniak, Aleksandra Spanowicz, Michał Arkusiński, Jacek Frąś, Krzysztof Ostrowski, Tomasz Tomaszewski i Rafał Spórna)

Wystawa odbywa się pod patronatem Międzynarodowego Festiwalu Gier i Komiksu w Łodzi oraz pod patronatem honorowym Prezydenta Miasta Zgierza.

Wystawa potrwa do 4 października 2026r

#komiks #czaskomiksu #mfkig

lipca 31, 2026

Informacja od wydawcy Czasu Komiksu

Pragnę poinformować wszystkich oczekujących wydania “Czasu Komiksu – Antologii 9”,że prace nad powstaniem numeru jubileuszowego cały czas trwają, jednakże termin ukazania się pisma ulegnie przesunięciu. Decyzję taką podjęliśmy ze względu, na prośby wielu autorów o wydłużenie czasu na realizację zamówionych przez nas komiksów. Nie jest to nic nadzwyczajnego, więc w redakcji nie robimy z tego żadnej tragedii, zwłaszcza, że kilku autorów swoje prace już przysłało. Wolą całej naszej redakcji, a także wolą twórców komiksów, (zapewne także czytelników) jest, aby “Antologia 9”, zaprezentowała komiksy dopracowane i wykończone. Dlatego też nie będziemy kurczowo trzymać się terminu łódzkiego festiwalu, stawiając tym samym na jakość - mając na względzie szacunek dla czytelnika.

Korzystając z okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy nadesłali swoje prace na zaproszenie do współpracy wystosowane przez red.W.Idczaka. Nie wszystkie prace nadają się do publikacji, jednakże ich autorom należy się szacunek za wykonaną pracę.

Dla chętnych, termin nadsyłania prac przedłużamy do końca sierpnia.

Z komiksowym pozdrowieniem
Waldemar Jeziorski

czerwca 27, 2026

Czas Komiksu - zaproszenie do współpracy

Wydawca antologii komiksowej Czas Komiksu (Waldemar Jeziorski) zaprasza do współpracy wszystkich chętnych twórców, którzy rysują komiksy codziennie, albo od święta :) Właśnie pojawia się przed nimi szansa pokazania swojej pracy w jubileuszowej publikacji. Niestety, reaktywacja zasłużonej antologii wymaga sporych środków. Na które edytor z trudem może sobie pozwolić. Dlatego wszyscy współpracownicy projektu na razie pracują pro bono. To samo dotyczy autorów publikowanych historii obrazkowych. Oczywiście wydawca zapewnia twórcom egzemplarze autorskie publikacji oraz promocję. A ja chętnie pomogę w stworzeniu specjalnej witryny, wizytówki w sieci. Ale to wszystko na co obecnie jest nas stać :(

rysunek promujący organizowane przeze mnie onegdaj Targi Komiksu (w połowie lat .90)
autor - Tomek Piorunowski

Poniżej zamieszczam warunki początkowej współpracy, która w przyszłości może rozwinąć się do pełnego wymiaru.

Autor może przysłać tylko jedną pracę komiksową. Technika wykonania jest dowolna. Lecz przyjmujemy tylko cyfrowe (zeskanowane) wersje w popularnym formacie graficznym (JPG, PNG, TIF…). Cała opowieść winna być fabularnie zamknięta w objętości: od jednej do dziesięciu stron (w układzie pionowym). Przybliżona rozdzielczość pojedynczej planszy powinna wynosić około 3500x2400pikseli (dla koloru CMYK, lub w skali szarości), albo 7000x4800 (dla czarno/białego rysunku kreskowego).

Gotowe prace muszą zostać przesłane do dnia 30 lipca 2026, na adres: waldemarjeziorski1@gmail.com

Ważne! Do komiksowych plansz winien być dodany zwykły plik tekstowy (.txt) z danymi autora (bądź autorów: imię, nazwisko, ewentualnie pseudonim, adres i telefon) oraz zawierać formułkę: „Zgadzam się nieodpłatnie na jednokrotną publikację swojej pracy (tytuł lub bez tytułu) w antologii Czas Komiksu, w wersji analogowej i cyfrowej. Jako autor pracy, posiadam wszelkie prawa do decydowania o jej publikacji”.

Tekst został napisany człowiekiem. Grafikę wykonał inny człowiek :)

czerwca 26, 2026

Czas Komiksu - konkurs czy zaproszenie?

Odkąd kilka lat temu Mamut zlikwidował „konkurs na krótką formę komiksową”, dla nowych twórców, zauroczonych potencjałem literatury obrazkowej, zniknęła możliwość sprawdzenia własnego potencjału w konfrontacji z innymi autorami. Bowiem nie każdy, nawet genialny pomysł godzien jest spłodzenia na jego podstawie całej „publikacji komiksowej”. Niewielu też autorów posiada wystarczająco dużo wolnego czasu, aby wykazać swoje zdolności w epickiej formie albumu. Widziałem w swoim życiu (a mam już sporo wiosen ;) niezliczoną ilość wspaniałych shortów. Doskonałych jedno lub kilkustronicowych nowelek obrazkowych, które zapewne by utraciły czytelny przekaz, finezję przemyślanego rysunku po „rozwodnieniu treści”. W minionych latach, dzięki bogactwu lapidarnych opowieści powstały takie magazyny komiksowe, jak Relax, czy Metal Hurlant... Zwięzłej formy wypowiedzi nie wstydzili się zarówno: Mleczko, Polch, ani Moebius... Przykłady atencji dla „krótkich form” ilustrowanych mógłbym wymieniać bardzo długo. Przez trzydzieści lat istnienia konkursu były one prawdziwym wyzwaniem dla rodzimych twórców. Jednak dla obecnych ogrów (przepraszam, orgów ;) łódzkiego festiwalu komiksu, krótkie historie przestały już być wygodne :(

logo antologii autorstwa Tomka Piorunowskiego

W związku z reaktywacją Czasu Komiksu nadarza się okazja, aby przywrócić status miniaturowym arcydziełom. Chęć współpracy, na zaproszenie Waldka Jeziorskiego, wyraziło już wielu uznanych autorów historii obrazkowych. Jednak od wydania ostatniej edycji antologii minęło sporo lat. Natomiast rodzimy komiks, mimo że zawsze był dość ubogi, nie zatrzymał się w czasie. Przez ostatnie dekady powstało wiele interesujących prac. Pomyślałem więc, że materiał prezentowany w jubileuszowym magazynie mógłby stanowić swoistą klamrę, między początkami nowego polskiego komiksu (z lat .90), a twórczością współczesnych, młodych autorów. Aby zrealizować owo założenie od razu przyszedł mi do głowy konkurs festiwalowy. Lecz niestety konkurs, w pierwotnej formie, nie istnieje już od kilku lat :( Nie sądzę też, aby obecni orgowie łódzkiej imprezy zechcieli go reaktywować :( Dlatego też zaproponowałem Waldkowi zorganizowanie podobnego konkursu (na krótki komiks). Lecz wydawcę, powracającego z innych światów, chyba nie stać na spektakularne nagrody. Jego cennej inicjatywy nie wspomaga finansowo Ministerstwo Kultury, ani Urząd Miasta Łodzi. Również majętni sponsorzy raczej nie „sypią groszem”. Jak to onegdaj często bywało w przypadku katalogu festiwalowego. Twórcy od „starego” wydawcy mogą jedynie uzyskać szansę publikacji swoich krótkich historii obrazkowych w niepowtarzalnej antologii. Natomiast ode mnie, możliwość stworzenia autorskiej strony, wizytówki w sieci. Gdzie prace autora pozna cały świat. Czy to mało? Oferta jest chyba lepsza od chowania rysunków w szufladzie. Albo czekania na konkurs, który się nie odbędzie :(

Ponieważ obecnie jestem bezrobotny, z przyczyn finansowych korzystam wyłącznie z budżetowego dostępu do Internetu. Jest on koszmarnie wolny. Ale darmowy :) Niestety, z tego powodu nie jestem w stanie sprawnie buszować po sieci poszukując nowych autorów lub poznając bieżące trendy komiksowe. Zwłaszcza, że rodzimi twórcy przeważnie stronią od cyfrowej emanacji własnych dokonań w sieci :( Ale przynajmniej mam własnego bloga. Czasami też pojawiam się na portalach społecznościowych: Fejsie, Instagramie oraz Xsie. Lecz z przykrością stwierdzam, że zasłużony wydawca Czasu Komiksu nawet tego nie ma :( Dlatego udostępniam strony mojego bloga informacjom o dalszym losie powrotu komiksowej antologii. Onegdaj moje apele do społeczności komiksowej przeważnie spotykały się z żywą reakcją jedynie troli. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Tekst został napisany człowiekiem. Grafikę wykonał inny człowiek :)

czerwca 05, 2026

Podziękowania dla likwidatora

Nawet najdłuższy komiks „czyta się” dość szybko. Lecz tylko idiota może pomyśleć, że ilustrowaną opowieść tworzona jest niewiele dłużej :( Autor, który kiedykolwiek spróbował narysować historię za pomocą obrazków wie doskonale, iż nawet najskromniejsza nowelka wymaga poświęcenia jej sporo czasu i energii. Sam pomysł, nawet genialny, nie wystarczy. Należy go sprawnie przenieść z głowy do formy rysunkowej. Ilustracje powinny być czytelne oraz zrozumiałe dla innego odbiorcy (nie tylko dla samego twórcy). Do tego celu może posłużyć scenariusz oraz znajomość języka medium, w którym twórca dokonuje dzieła. Następnie zapisany przekaz myśli trzeba jeszcze „przelać na papier” (analogowy lub wirtualny). I wtedy komiks jest już gotowy! Czasami po tygodniu, miesiącu, roku pracy... Na przykład: podczas organizowanego przeze mnie Stulecia Komiksu (w roku 1996) Jerzy Ozga narysował w godzinę, na olbrzymiej planszy (na sztaludze), ciekawą historię z Supermanem. Ale znam też kogoś, komu stworzenie dwudziestu stron komiksu zajęło dziesięć lat ;) Oczywiście, obie prace zamieściłem niegdyś w Komiks Forum :)

W początkach historii nowego polskiego komiksu młodzi twórcy, organizatorzy pierwszego konwentu komiksowego (w roku 1991), mieli świadomość, że dłuższa opowieść ilustrowana jest sporym wyzwaniem dla każdego autora. Zbyt poważnym, aby takiego zadania podjął się człowiek nie mający pewności, czy jego praca zostanie doceniona lub opublikowana. Bowiem w tamtym czasie nie było wydawców zainteresowanych prezentacją dzieł debiutantów. Dlatego conturowcy wymyślili „konkurs na krótką formę komiksową”. A dzięki towarzyszącej konwentowi wystawie, wreszcie pojawiła się dla autorów szansa na publiczne pokazanie ich dzieł. Zasady konkursu ograniczały ilość stron komiksu do dziesięciu plansz, więc każdy zainteresowany twórca był w stanie poświęcić nieco czasu na sprawdzenie własnych możliwości w nowym medium. Jednocześnie nakład pracy potrzebny do realizacji obrazkowej noweli nie kolidował zbytnio z innymi zajęciami autora. W tamtym okresie dominował poważny deficyt scenarzystów komiksowych (niewiele zmieniło się do dziś). Dlatego twórca zazwyczaj był samotnikiem. Ale w tych pierwszych komiksach scenariusz nie był tak istotny. Ważniejsza była wizja młodego rysownika przeniesiona na papier. Mimo to, w kolejnych latach, na konwentowej wystawie pojawiało się wiele interesujących historii obrazkowych godnych publikacji... Dlatego zacząłem wydawać katalogi konwentowe :)

Owo eldorado dla ambitnych grafików trwało przez lata. Nawet ekipa nierobów Mamuta początkowo nie odważyła się zmienić tradycyjnego porządku rzeczy. Co roku, w trakcie konkursu, młodzi twórcy mieli wreszcie możliwość ukazania własnych zdolności rysunkowych. Łódzki konwent, a następnie Festiwal Komiksu był jedyną (w naszym pięknym kraju) imprezą, która oferowała tak szeroki zakres prezentacji dorobku komiksowych pasjonatów. Z tego artystycznego urodzaju korzystały zarówno pojawiające się nowe, niewielkie wydawnictwa niezależne, jak i rynkowi potentaci. Dzięki materiałom z konwentu mógł powstać Komiks Forum, Czas Komiksu, Arena Komiks... Nawet ekipa AQQ „maczała” często swoje palce w materiałach eventowych :) Lecz wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć :(

Przygotowanie konkursu nigdy nie należało do najłatwiejszych zadań dla festiwalowych orgów. Prace rysunkowe przybywały pocztą z całego kraju. A dzięki moim ówczesnym zabiegom, nawet zza granicy :) Komiksy należało opisać i przygotować do ekspozycji. W konkursie otwartym dla wszystkich zainteresowanych poziom prac bywał bardzo różny. Niekiedy zdarzały się plansze genialne, które zachwycały organizatorów. Lecz często pojawiały się też rysunki niegodne prezentacji. Zazwyczaj takie „dzieła” trafiały również na wystawę konkursową (zamiast do „kosza” ;) Przeważnie nikt nie dbał o wizerunek całej galerii. A tym samym, o poziom rodzimego komiksu. Tylko raz, kiedy sam objąłem funkcję komisarza wystawy, nie pozwoliłem na ekspozycji umieścić kilku grafomańskich wypróżnień. Oczywiście nadal wszystkie komiksy konkursowe podlegały ocenie jury. Bez względu na jakość ukazanego materiału. Tylko niektóre nie znalazły się na „mojej” wystawie. Lecz wtedy także opinia sędziów była zgodna z moją :)

Aby publicznie zaprezentować konkursowe prace zawsze niezbędna jest spora galeria. Duże sale z odpowiednim wyposażeniem są zazwyczaj dość kosztowne. Niestety, komiksy na ekspozycji z reguły nie „wieszają się” same. Dlatego do utworzenia pokazu potrzebna jest także „siła robocza”, nadzorowana przez kuratora. Nie należy również zapominać o ochronie wystawianych dzieł. A przynajmniej, zatrudnieniu „babci wystawowej” (nie mylić z klozetową :) Z przykrością stwierdzam, że to wszystko ma swoją wartość :(

Zaproszenie jurorów do oceny prac jest kolejnym poważnym kosztem organizacji konkursu komiksowego. Wszystkim sędziom trzeba przecież zapewnić właściwe honorarium. Natomiast przyjezdnym, godny nocleg, wyżywienie oraz zwrot kosztów podróży. Nikt nie będzie pracował za darmo :( W początkowych latach konwentu, aby ograniczyć wydatki (bo środków na organizację eventu było tyle, co kot napłakał), powołałem Akademię Komiksu. Konkursowe prace oceniali wówczas pro bono odwiedzający imprezę goście (tylko uznane autorytety oraz ludzie zawodowo zajmujący się komiksem). Lecz mój pomysł nie przyjął się na stałe. Pisałem o tym w „13lat prowizorki”... Czasami zdarzało się, iż niektórzy sędziowie nocowali w mojej kawalerce. Musiałem wtedy również ich karmić ;)

W drugim roku łódzkiego konkursu komiksowego wydałem własnym sumptem (w niewielkim nakładzie) katalog konwentowy. Pisałem już o tym na blogu... Od tamtej edycji, moja publikacja towarzyszyła każdemu jesiennemu spotkaniu z komiksami. Do czasu... W kolejnych latach, ten szczytny obowiązek przejął eŁDeK, nominalny organizator imprezy. Ale ostatnio, katalog już „męczyła” tylko ekipa Mamuta... Oczywiście, wydawanie antologii festiwalowej stwarzało zawsze wiele problemów. Oprócz sporego wysiłku, którego wymagało przygotowanie publikacji. Druk wybranych komiksów był znacznym obciążeniem dla budżetu każdej imprezy. Co roku należało bowiem zdobyć na ten cel dodatkowe środki. Na szczęście, „starym” orgom przeważnie to się udawało… Napiszę o tym jeszcze :)

Jednak największą zmorą organizatorów, którzy po imprezie zostali na festiwalowym „placu boju”, było nieustannie odsyłanie prac autorom. Należało przecież sprawnie i szybko usunąć komiksy z wystawy. Następnie dobrze je zapakować, żeby ich poczta nie „pożarła” w drodze do autora :( Chyba czasami dorzucano jeszcze do paczki gratisowe katalogi (egzemplarze autorskie). Co według orgów powiększało tylko straty (?!). Kiedyś sam walczyłem z Sobierajem o przestrzeganie honorowania twórców. Niestety, nie wiem z jakim skutkiem. Bo podczas pakowania przesyłek byłem raczej nieobecny (nie z własnej winy :( Tymczasem nadal odsyłanie prac konkursowych generowało dalsze koszty. Zarówno finansowe. Jak i społeczne ;) Ktoś musiał wreszcie to zmienić...

Wobec wyżej wymienionych problemów, które wiązały się z realizacją tego przedsięwzięcia, nasuwa się pytanie. Czy konkurs „na krótką formę komiksową” był potrzebny? Ja zawsze uważałem, że lepiej pokazać swoją pracę publicznie, niż chować stworzone z mozołem plansze w szufladzie. Myślę, że wielu autorów jest podobnego zdania. Natomiast jestem pewien, iż czytelnicy popierają moją tezę w stu procentach. Łódzki konkurs komiksowy był „trampoliną do kariery” dla wielu młodych autorów (choć brali w nim udział również starsi :) Przez kilka dekad stanowił jedyną możliwość prezentacji własnej twórczości komiksowej. Pełnił niebagatelną rolę w upowszechnianiu dziewiątej sztuki w naszym kraju… Ale tego konkursu już nie ma :(

Miejsce wyzwania dla wybornych nowel rysunkowych, które przecież gościły często na festiwalowych ekspozycjach (oraz w katalogu), zajął konkurs „na projekt publikacji komiksowej”. Tytuł równie dziwny, jak poprzedni :( Początkowo myślałem, że nowa oferta zwierzaka skierowana jest wyłącznie do wydawców. Bowiem nie wyobrażałem sobie, że rodzimy twórca (który zazwyczaj nie ma zbyt wiele czasu na poważniejsze przedsięwzięcia) zechce trwonić dni, miesiące na fanaberię rysowania obrazkowej historii „do szuflady”. Ponieważ szanse na publikację jego pracy (w tak wymyślonym konkursie) są raczej niewielkie :(

Rzekomo, wśród czytelników najbardziej popularne są albumy. Kiedyś, jeden z mniejszych wydawców żalił się, że zbiory komiksowych nowel słabo mu się sprzedają. Odbiorcy ilustrowanej treści wolą dłuższe formy wypowiedzi (albumy). Lecz przeczą temu wieloletnie sukcesy magazynów komiksowych (takich jak Relax, czy Metal Hurlant...), które bardzo chętnie na własnych łamach zamieszczały „krótkie formy komiksowe” :) Zapewne sukces każdego wydawnictwa zależy bardziej od jakości publikowanego materiału, niż jego obszernej treści. Niestety, nie wszyscy o tym pamiętają :( Raczej nie jestem przeciwnikiem albumów. Choć uwielbiam „krótkie formy”. Lecz chyba żaden szanujący się twórca komiksowy nie wymyśli ad hoc historii na 40 plansz, nie mając pewności, iż jego pracę poznają czytelnicy. Naturalnie wyjątkiem są grafomani, którzy potrafią wypróżniać z siebie kadry z chorobliwą wręcz intensywnością :(

Tymczasem Mamut jedną decyzją pozbył się kłopotu, który „spędzał mu sen z powiek” przez lata… Teraz, na jego nowy konkurs napływają tylko fragmenty historii, które jedynie jurorzy są zmuszeni czytać (bo płaci im za to). Podobno autorzy tych „szczątków” nie chcą pokazywać swoich prac na wystawie, żeby bezcennych pomysłów „nie skopiowała konkurencja” (?!). Tak jakby na festiwalu roiło się od komiksowych szpiegów, łaknących cudzej własności intelektualnej ;) Ale w takiej sytuacji, konkursowa ekspozycja raczej nie powstanie. Zbędna jest więc kosztowna galeria. Już nie potrzeba kuratora ani jego niewolników (pomocników) wieszających prace. Same oszczędności :) Ponieważ nie będzie wystawy prac konkursowych, nie ukaże się również katalog imprezy. Bo i po co? Odpada więc ciężka praca podczas przygotowania materiału. Znikają też koszty druku tradycyjnego wydawnictwa. Czyli następne korzyści ;) Fragmentów prac nie trzeba też nigdzie odsyłać, bo są to przeważnie kopie. Poza tym, większość z nich przybywa via Internet, więc Poczta Polska na konkursie nic nie zarobi :( Doprawdy, nowa formuła konkursu komiksowego posiada same zalety! Czyż to nie było genialne posunięcie jedynego demiurga festiwalu? Bez wątpienia zwierzak jest najlepszym organizatorem :(

Z pierwotnego konwentu pozostał więc tylko mój kiermasz, który ekipa orgów skutecznie zamieniła w komercyjny „jarmark rozmaitości”. Gdzie dla komiksu jest coraz mniej miejsca :(

Tekst nadal został spisany człowiekiem. Natomiast obrazek stworzyła, nielubiana przez wielu twórców, sztuczna inteligencja :(

Zrób sobie festiwal

Legenda o złym Witku
- wstęp do nowej historii Festiwalu Komiksu w Łodzi
Nisza w niszy
- opowieść o miejscu bardzo przyjaznym organizatorom
Milczenie owiec (a raczej baranów)
- historia pewnego, tajemniczego spotkania
W krainie ślepców...
- poznajemy skład pierwszego dyrektoriatu
Komiksowa agencja wycieczkowa
- ciekawe podróże dyrektoriatu na sam kraniec świata
Wystarczy być...
- co należy robić, aby trwać na cieplutkim stołku
Wystawy...
- przeróżne wystawy oraz ekspozycje z festiwalem związane
Vox populi
- głos ludu stowarzyszonego oraz obcego
Dyrekcja cyrku w budowie
- odyseja ekipy orgów po ciekawych miejscach Łodzi
Orgi oraz woły
- o tych, którzy pomagają oraz takich, co tylko udają
Inwazja autografożerców
- plaga równie żarłoczna co agresywna, niczym szarańcza
Wartość dodana
- jak z niczego stworzyć coś wartościowego?
Przypadek Klossa
- niemoralna propozycja, przyjęta przez zwierzaka bez żadnej refleksji :(
manga
- komiks, albo przebieranka... wybór należy do Ciebie :)
...dla dzieci
- czy twórczość dla dzieci rzeczywiście musi być gorsza?
Centrum Komiksu i TePe
- nowa instytucja, czy kolejna fasada?
Pasożyty kultury
- jak to możliwe, że tak wielu zdziałało, przez dekady, tak niewiele?
Podziękowania dla likwidatora
- konkurs „na projekt publikacji komiksowej” (autorzy, tylko się nie pchać!)
ciąg dalszy nastąpi...

maja 21, 2026

Czas Komiksu - reaktywacja czy reanimacja?

Przez kilka ostatnich lat namawiałem Waldka Jeziorskiego aby przynajmniej wspomnieniem, w dowolnej formie, uczcił powstanie Czasu Komiksu. Tej zacnej (dla rodzimego komiksu) inicjatywy z 1995roku, której jedynie mizerny ślad niezwykle trudno jest dostrzec w Centrum Komiksu i TePe :( Zainteresowany byłem uhonorowaniem zasłużonego wydawnictwa, ponieważ onegdaj miałem niebagatelny udział nadaniu kształtu tej antologii :) Pisałem już o tym na blogu... Tymczasem, bez żadnego echa minęło ćwierćwiecze. Wkrótce upłynęło trzydzieści lat, od objawienia na rynku ważnego magazynu komiksowego. Inni wydawcy ilustrowanych periodyków, z połowy ostatniej dekady ubiegłego wieku, chętnie fetowali kolejne jubileusze. Lecz Waldek był niewzruszony ;) Ale kropla wody potrafi drążyć skałę :) Nadeszła więc pora aby przypomnieć nowemu pokoleniu miłośników literatury obrazkowej zapomnianą antologię Czas Komiksu...

okładka pierwszego numeru Czasu Komiksu autorstwa Andrzeja Deredosa

Pierwsze spotkanie organizacyjne odbyło się w „noc muzeów”, w kawiarni wspomnianego wcześniej CKiTP (niektórym orgom było najbliżej). Na zebranie zostałem zaproszony przez Waldka. Oprócz nas dwóch w kawiarni zjawili się Piorun i Pik. Natomiast wokół, czasami krążył duch Mamuta :) Każdy z uczestników spotkania miał coś sensownego do powiedzenia. Choć usłyszałem też herezję, że druk kolorowych plansz kosztuje ostatnio podobnie, jak czarno-białych?! Niestety, w trakcie dyskusji nad formułą przyszłej antologii, moje uwagi zdawały się trafiać w próżnię, albo były ignorowane. Odniosłem wręcz wrażenie iż zaproszenie mojej osoby było jedynie wyrazem kurtuazji ze strony wydawcy. Pozostali „gracze” podejmowali się różnych zadań, ja zaś byłem ciągle bezrobotny :( Ponieważ jednak uważam, że moje propozycje są godne większej uwagi. Poza tym, są one w stanie poważnie wpłynąć na dalszy los wznawianej inicjatywy wydawniczej, postanowiłem przedstawić niektóre z nich na blogu. W miejscu, które zawsze z uwagą mnie wysłucha :)

Podczas sobotniego spotkania z niepokojem stwierdziłem, że Waldek zabiera się do reaktywacji magazynu według założeń i sposobów znanych mu z czasów powstania antologii. Jednak od lat .90 ubiegłego wieku świat nieco się zmienił. A na pewno nasz rynek komiksowy. Chyba nie ma już na nim miejsca dla skromnych publikacji obrazkowych, zapełnionych wyłącznie abstrakcyjnymi wizjami artystów, które można przejrzeć w „pięć minut” (przy kawie w MPiKu :( Dlatego zaproponowałem wydawcy zwiększenie objętości antologii, kosztem niewielkiego zmniejszenia formatu publikacji (do rozmiaru ostatnich Komiks Forum lub katalogów festiwalowych). Z przewidywanych pięćdziesięciu stron powstałoby sto (czyli dwukrotnie więcej). Wszystko, za podobne pieniądze :) O materiał ilustrowany raczej bym się nie martwił. Pomimo usilnych zabiegów obecnych orgów łódzkiego festiwalu komiksu oraz likwidacji konkursu „na krótką formę komiksową”. Myślę, że autorzy, prawdziwi miłośnicy dziewiątej sztuki mają w głowie sporo pomysłów na obrazkowe impresje. I są oni w stanie przelać sprawnie na papier nowe historie w rozsądnym czasie :) Gdybym jednak się mylił, łamy magazynu można wzbogacić publicystyką (jak to robiono niegdyś w Alfie), drobnymi formami literackimi, albo wspomnieniami młodych twórców komiksu, którzy od nas odeszli (Janicki, Madej)... Reaktywowany kilka lat temu Metal Hurlant jakoś nie waha się przed prezentacją wcześniej publikowanych nowel starych klasyków, obok historii premierowych. Oczywiście jakość prezentowanego materiału zależy od właściwego doboru treści. Ale jest to wyzwanie dla zdolnego redaktora antologii. Możliwości pozyskania atrakcyjnego kontentu dla nowego czytelnika jest wiele. Wystarczy jedynie otworzyć umysł :)

W XXIwieku Internet trafił wreszcie „pod strzechy” naszej biednej ojczyzny. Jednak nadal, nie wszystkie człowieki zdają sobie sprawę z ogromnych możliwości, jakie oferuje ta forma ludzkiej komunikacji :( Dzięki sieci każde wydawnictwo zyskuje nowe perspektywy promocji oraz spory potencjał niezależnego rozpowszechniania dowolnej treści (dystrybucji tytułu). Korzyści płynące z udziału w „globalnej wiosce” pomnaża znacznie odpowiednie przygotowanie materiału. Bowiem na wirtualnym rynku rządzi jedynie cyfrowa forma kontentu. Niestety, moja propozycja komiksu responsywnego (który dostosuje się do formatu ekranu) spotkała się z wyraźną niechęcią redaktora Pioruna :( Nawet sugestia, żeby autorzy historii obrazkowych nie rysowali na planszach „dymków”, natomiast teksty przesyłali osobno, niemal wzbudziła strach w jego oczach ;) A przecież jest to standard przygotowania publikacji komiksowych na całym świecie... W ogóle, odniosłem wrażenie, iż Tomek, podczas składu pisma stara się zbytnio nie nadwyrężyć sił własnych. Świadczył o tym proponowany przez niego miesięczny termin wykonania operacji. Ale może redaktor jest aż tak perfekcyjnie dokładny ;)

Oczywiście, żeby mógł powstać komiks responsywny należy od autora uzyskać odpowiednio przygotowany materiał. Komputerowe przekształcanie gotowych plansz jest wyczynem dość karkołomnym. Naturalnie rysownik musi wcześniej poznać zasady, według których będzie tworzył kolejne kadry. Mimo, iż nie są one zbyt skomplikowane, stanowią fundament dalszych działań.

Jakiś czas temu, dzięki poznaniu HTML (języka konstrukcji stron internetowych), wymyśliłem sposób na uczynienie cyfrowego komiksu interaktywnym, a nawet prostą animację poszczególnych kadrów. Znalazłem też rozwiązanie uciążliwej bariery językowej, która utrudnia lekturę rodzimych historii obrazkowych miłośnikom komiksu z całego świata. Moja metoda sprawia, że ilustrowana opowieść jest zrozumiała dla czytelnika posługującego się dowolnym językiem. Obojętnie, czy pochodzi on z Ameryki, Afryki, czy Azji... Jakaż to promocja dla twórcy komiksu :) Jednak opracowanie tak nowatorskiej publikacji wymaga czasu. Natomiast plansza musi być wcześniej do konwersji odpowiednio dostosowana… Gdyby tak się stało, historie opowiadane przez rodzimych twórców łatwo by ruszyły w świat. I mogły być podziwiane na smartfonach, tabletach lub telewizorach (tak, jak w przypadku witryn internetowych), bez dyskomfortu związanego z ukazywaniem wizualnej treści na diametralnie różnych platformach... Niestety, podczas reaktywacji Czasu Komiksu, prawdopodobnie żaden z moich pomysłów nie zostanie wykorzystany. A szkoda. Bo niekonwencjonalne sposoby prezentowania obrazkowej treści zapewne znacznie poszerzyłyby zakres potencjalnych odbiorców nowej antologii :(

Na sobotnim spotkaniu poznałem jeszcze dalszy los wydawnictwa o Conturze. Pierwotnie, miało się ono ukazać dwa lata temu i zostać sfinansowane ze środków własnych. Jako forma reakcji, protestu członków grupy (przecież organizatorów pierwszych konwentów komiksowych, a także nadal czynnych twórców) na pominięcie ich dokonań w Centrum Komiksu i TePe (pisałem o tym na blogu)… Okazało się, że w międzyczasie Mamut zrobił sobie cyfrową kopię publikacji. Podobno ma zostać wydawcą?! Dziwnym trafem pamięć o aktywności łódzkiego środowiska komiksowego trafiła znowu pod kuratelę zwierzaka. Tylko dlaczego mnie to nie dziwi :( Niestety, nie miałem okazji zobaczyć conturowej antologii. Podobno spoczywa bezpiecznie gdzieś w trzewiach EC1 - miasta kultury, gdzie tylko Mamut ma do niej dostęp :( Może... jak będę grzeczny... zobaczę ją na konwencie ;)

Tekst został napisany człowiekiem.

października 01, 2025

ipo festiwalu

Zapewne moje festiwalowe wspomnienia znacznie odbiegają od ogólnie przyjętego schematu entuzjastycznych wpisów w socjalach :( Ale jako wieloletni organizator tej imprezy mam nieco spaczony punkt widzenia. Event bez wątpienia nadal się rozrasta. Dalej jednak toczy go rak chaosu, nad którym orgowie nie są w stanie zapanować (nie mogą lub nie chcą). Coraz szerzej rozplenia się rynek patomangi, grafomańskiej, jarmarcznej twórczości w stylu komiksu japońskiego. Jednak nie mającej z nim wiele wspólnego. Nic więc dziwnego, że w trakcie eventu pozostaje coraz mniej przestrzeni dla prawdziwych komiksów :(

mój skromny kram festiwalowy „przytulony” do wielkiego stoiska Ryśka :)

Imprezę zwiedziłem dopiero w niedzielę, koło południa. Wcześniej nie miałem po prostu siły. Jak zwykle, zmęczony byłem przygotowaniami oraz brakiem właściwego odpoczynku (starzy ludzie tak mają). Motorem aktywności było spotkanie z Sienkiewiczem. Chciałem podarować uznanemu artyście ostatnie egzemplarze mojej antologii: Komiks Forum. Zgodnie z obietnicą promocji daną niegdyś twórcom, którzy publikowali w magazynie swoje prace. Ochrona strefy autografów przepuściła minie bez „numerka” :) Lecz kontakt z mistrzem trwał jedynie chwilkę, bowiem mój angielski nie nadawał się zbytnio do prowadzenia dłuższej konwersacji. Mimo to odczułem, że Bill jest miłym człowiekiem. Przywitał mnie bardzo serdecznie, tak jakby znał od lat. Podziękował za komiksy. I tyle... Autografu nie wziąłem, ponieważ nie był mi do „szczęścia” potrzebny :) Co prawda miałem na stoisku kilka oryginalnych komiksów Sienkiewicza z lat .80 ubiegłego wieku, lecz nie skorzystałem z okazji. Natomiast jeden z moich „luźnych” zeszytów Elektry nabył wcześniej inny miłośnik literatury obrazkowej, w celu pokrycia go autografem mistrza. Wiem, że to uczynił, ponieważ po niedługim czasie wrócił do mnie radosny, okazując zdobyte trofeum.

Plusem dla organizatorów ostatnich łódzkich konwentów, jest większe otwarcie imprezy na twórców niezależnych. Dzięki stosunkowo taniej (chyba?) ofercie „stolikowych kramów” mają oni możliwość prezentacji własnej twórczości. Ale, „żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów”... Przeraża mnie ilość banalnych, mango podobnych produkcji, w stosunku do interesujących propozycji adeptów ilustracji. Ponadto, chaotyczne rozproszenie stoisk „niezalu” po całej strefie targowej, niezbyt dobrze sprzyja wyszukiwaniu ciekawych ekspozycji. Oczywiście, dzięki takiej koncepcji orgów (a właściwie, zupełnym jej braku), poszczególni autorzy nie mają ze sobą żadnego kontaktu :( Trudno jest więc zawiązywać nowe przyjaźnie oraz wymieniać myśli. W takim przypadku żadna twórcza synergia nigdy nie nastąpi :(

Podczas zakończonego właśnie festiwalu, naprzeciwko mojego kramu, było stoisko nieznanego mi grafika „klasycznego”. Obok niego stał chyba twórca/dystrybutor jakiejś gry. Kolejne stoliki wypełniał już szrot mangoidalny. Sąsiadujący ludzie nie rozmawiali ze sobą wcale. Ponieważ nie mieli wspólnych tematów do rozmowy. Siedzieli więc tylko osowiali na krzesełkach, za swoimi ladami, wypełnionymi po brzegi oferowanym dobrem, czekając na kolejnych klientów :( Również miejsce obok mnie zajmował jakiś wydawca. Jednak przez dwa dni trwania imprezy nie zamieniłem z nim nawet jednego słowa. Nie wiem, za jakie grzechy został on „skazany” na strefę dinozaurów. Lecz prawdopodobnie czuł się nieco wyobcowany pośród starych handlarzy, którzy doskonale się znali :( Szczególnie, kiedy nad głową wystawcy „przelatywały” nasze wolne myśli (a niektóre z nich były dość soczyste ;) Odkąd zwolniono mnie z obowiązku przygotowania strefy targowej festiwalu, żaden kolejny organizator nie rozumiał uczestników giełdy komiksów. Natomiast wszyscy orgowie niezmiennie traktowali twórców eventowego kontentu, jak pionki na pokręconej szachownicy, które można dowolnie ustawiać :(

Płyta boiska wypełniona była w sposób bardziej zrównoważony. Choć niekiedy zdarzały się jeszcze puste przestrzenie. Tym razem obie sceny nie dominowały zbytnio nad stoiskami. Nawet ich nagłośnienie wydawało się nieco lepsze. Nie „zabijało” gości hałasem od razu :) Spędziłem w tym miejscu niewiele czasu, bo odnóża zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa :(

zazwyczaj dość hałaśliwy i mroczny obszar boiska Atlas Areny...

Naturalnie oceniam konwent z perspektywy strefy targowej, która w ostatnich latach jest podstawowym elementem całej imprezy. A właściwie, z poziomu własnego stoiska. Bowiem dość rzadko opuszczałem kram :( Na szczęście, wszyscy znajomi odnajdywali mnie bez trudu. Prawdopodobnie dzięki brzmieniu mojego głosu, który z łatwością pokonywał harmider korytarza. Bo moja ekspozycja była ostatnio bardzo mała :( Ale w strefie dinozaurów :)

Właściwą atmosferę łódzkiej imprezy tworzą od początku zwykli ludzie, wystawcy oraz odwiedzający event. Zaproszeni goście w niewielkim stopniu wpływają na klimat. Chociaż są poważnym magnesem przyciągającym fanów komiksu do Łodzi. Lecz dla wielu uczestników konwentu jest on wyłącznie okazją do spotkania „starych znajomych”. Wielka szkoda, że często odwiedziny festiwalu powstrzymuje znacząca bariera finansowa (koszt przyjazdu, czasami noclegu oraz zbyt wysoka cena biletu wstępu). Pisałem o tym wcześniej…

W zamian za dość wysokie koszty udziału w evencie uczestnicy nadal otrzymują niezbyt dopracowany, spartański produkt. Tworzony głównie przez podmioty zewnętrzne. Natomiast orgowie nieustannie, w szczególny sposób, okazują swój stosunek do festiwalowych gości... Tegorocznym hitem były potykacze (skrywające kable energetyczne) rozmieszczone w kilkunastu miejscach w poprzek korytarza. Zawsze tam, gdzie odbywał się wzmożony ruch wokół areny. Osoby zdrowe, sprawne, dość często (idąc w tłoku) potykały się o te niewysokie „progi zwalniające”. Natomiast ludzie niezbyt sprawni, na wózkach, mieli znacznie większy kłopot w poruszaniu się wokół o-ringu. A co mogli począć wystawcy, dowożący ciężkie pudła z wydawnictwami na własne stoiska? W dodatku, po zakończeniu imprezy (w niedzielę), dość szybko zamknięto drzwi w holu głównym. A przecież, jest to jedyne miejsce (w całym obiekcie) z dostępem do rampy wjazdowej. Wszak nie można ciężkich wózków z towarem zepchnąć po schodach! Natomiast wożenie kilkudziesięciu kilogramów po chropowatym chodniku okalającym halę wymaga użycia dużo większej energii. Powoduje nadmierny hałas oraz niszczy sprzęt transportowy :( Dzień przed konwentem, w czasie kiedy stoiska są organizowane, oraz chwilę po zakończeniu imprezy wyłączono światło w toaletach. Wtedy zapanowały tam naprawdę „egipskie ciemności”, skutecznie utrudniające korzystanie z owych przybytków. Widocznie orgowie uznali, że łazienki nie są niezbędne ciężko pracującym, spoconym wystawcom. A ludzie mogą lepiej odświeżyć się po powrocie do domu. Natomiast potrzeby fizjologiczne powinni zaspokajać w pobliskich krzakach. Albo na odległym o pół kilometra Dworcu Kaliskim :(

Widać niemożliwe było pozostawienie włączonego światła, przynajmniej w jednej toalecie (nie ma tam włącznika), dwie godziny dłużej. Po oficjalnym zakończeniu eventu oraz dzień przed otwarciem. Nie można było również poprowadzić kabli z prądem nad korytarzem. Jak robią to zawsze firmy od zabudowy targowej, budując stoiska handlowe w różnych obiektach :(

Oczywiście główne wejście do Atlas Areny nadal przeznaczone było wyłącznie dla VIPów. Porządku w przestronnym holu (przeważnie pustym) pilnowało dwoje ochroniarzy (w tym paskudna baba cerber, która nie wpuściłaby nawet Ojca Świętego bez „opaski”). Tymczasem uczestnicy festiwalu po raz kolejny musieli tłoczyć się w najwęższej części korytarza, blokowanej dodatkowo stolikami obsługi eventu. Zresztą, nad wyraz „zdolny”, obecny twórca planu stoisk umieszczał często kramy w wąskich przejściach (w całej przestrzeni hali). Podczas imprezy miejsca te skutecznie blokowała nawet niewielka liczba oglądających ekspozycję. Chyba żaden, z nowych orgów, nie zrobił wcześniej wizji lokalnej obiektu. Nikt też nie poprosił o radę ludzi z większym doświadczeniem ;) Kreator planów wykorzystania przestrzeni Atlas Areny zapewne nie doglądał obiektu podczas imprezy. Orgowie najchętniej siedzą wtedy w biurze, żeby uniknąć kontaktu ze spoconą gawiedzią :(

główne wejście do Atlas Areny nadal jest tylko dla VIPów, przeważnie hula tam wiatr :(

W tym roku otrzymałem od Mamuta, do dyspozycji, stoliczek na giełdzie (w strefie dinozaurów :) Nie obyło się oczywiście bez wystosowania odpowiedniej prośby do całego dyrektoriatu. Rok wcześniej nie odwiedziłem festiwalu, ponieważ czekałem do dnia imprezy na zaproszenie od orgów. W swojej naiwności myślałem, że człowieki, z którymi współpracowałem przez kilkanaście lat, nie zapomną o starym organizatorze Ogólnopolskiego Konwentu Twórców Komiksu. Kreatorze: Festiwalu Komiksu i stanowiącej jego trzon strefy targowej. Twórcy majowych Targów Komiksu oraz wielu innych, mniejszych imprez pobocznych… Miałem nadzieję, że taka ilość zasług, z których efektu garściami czerpią obecni orgowie, nie wymaga dodatkowej rekomendacji. Czy specjalnego błagania o pamięć lub zaproszenie... Ale widocznie się myliłem :(

Przepraszam, że ciągle muszę przypominać moje festiwalowe zasługi. A przecież były one niemałe. Nawet w porównaniu z dorobkiem całej ekipy obecnych, konwentowych orgów. Wbrew wszelkim pozorom, nie jest to dla mnie przyjemne, ponieważ nie lubię się chwalić. Ale w dzisiejszych czasach, jeśli nie wspomni się o jakimś fakcie z przeszłości, to owa kartka historii przestaje istnieć w świadomości ogółu. Zapewne podobnego zdania jest sam Mamut. Dlatego poprzez „zasłonę milczenia”, o mojej aktywności w środowisku przez kilka dekad, próbował wymazać mnie z historii rodzimego komiksu.

Planowałem jeszcze w piątek odwiedzić wernisaż wystawy Trusta, w Centrum Komiksu i TePe. Jednak miszcz nie przysłał mi żadnej informacji wcześniej. Ani zaproszenia (nawet mailem). Przypomniałem sobie wtedy, że uznany artysta zapomniał wiele lat wcześniej, iż własnym sumptem wydałem jego dwie monografie w Komiks Forum (pojedynczych historii oraz grafik nie liczę). A stało się to zanim ktokolwiek zechciał opublikować jego komiksy. Nie mam w zwyczaju pojawiać się w miejscach do których nie jestem zapraszany (takie dziwactwo starego człowieka). Zrezygnowałem więc z poznania aktualnego dorobku miszcza :(

Niemal przez cały konwent siedziałem przy swoim kramie. Nie dlatego, żebym nie chciał obejrzeć atrakcji festiwalu. Byłem po prostu zbyt zmęczony przygotowaniem stoiska. Nie sprawiałem orgom żadnych kłopotów, jak sugerował zwierzak (pewnie pomylił mnie z kimś innym). Lecz kiedy w niedzielę rano wchodziłem do Atlas Areny, aby zasiąść spokojnie na moim „tronie” (nie używam normalnego krzesła, bo trudno jest mi się z niego powstać), jakaś paskudna baba z najemnej ochrony nie chciała mnie wpuścić do hali… ponieważ nie miałem na ręku opaski, która dzień wcześniej została na stoisku :( Niezmiernie mi przykro, że dożyłem festiwalu, na którym kawałek papieru jest ważniejszy od człowieka :( Durnemu cerberowi nie przeszkadzał fakt posiadania przeze mnie ważnego identyfikatora. Oraz że wchodziłem w towarzystwie innego, „opasanego” wystawcy. Tleniona baba nie pomyślała nawet, że stary, posiwiały dziad, w biały dzień, na oczach wielu fanów komiksu (stojących w kolejce po akredytację), nie będzie raczej próbował dostać się do obiektu nielegalnie. Nie pomogło nawet okazanie dowodu osobistego. Baba nieustannie, w chamski sposób, prezentowała swoją wyższość nad „intruzem”... Mam tylko nadzieję, że w przyszłości, ona również zostanie obdarzona „łaską” podobnego ochroniarza ;) Na szczęście, niefortunną sytuację opanował jeden z organizatorów, oferując mi (w kulturalny sposób) „opaskę zastępczą”. Okazało się wtedy, że wolontariusz obsługujący punkt akredytacji, zna mnie doskonale, ponieważ kiedyś kupował ode mnie komiksy :) Zastanawiam się tylko. Do czego więc potrzebne są orgom fikuśne, kolorowe identyfikatory, skoro ochrona ich nie honoruje? Może należy je zlikwidować? A pozyskane w ten sposób dodatkowe środki przeznaczyć na dokarmienie wiecznie głodnych pasożytów kultury ;)

Od imprezy minęły trzy dni, a ja nadal czuję się jakby grupa kiboli potraktowała mnie „po przyjacielsku” w jakiejś bramie kamienicy na Włókienniczej :( Nogi ciągle mam jak z waty. Wstawanie z krzesła nadal wymaga asekuracji. Ale stare kończyny już nie bolą tak bardzo :) A dzisiejszej nocy udało mi się przespać całe sześć godzin. W odróżnieniu od dwóch, podczas trwania imprezy :( Lecz jeszcze przez jakiś czas, powoli będę dochodził do stanu używalności. Oby tylko nie rozchorować się bardziej. Jak to już wcześniej, często przydarzało mi się po festiwalu :( Jestem pewien że mój obecny, „niemal idealny” stan zawdzięczam w dużej mierze pomocy Ryśka podczas konwentu. Ryszard, to stary znajomy, jeszcze z czasów klubu miłośników fantastyki. Gdyby nie on, mój powrót do „życia” po evencie trwałby znacznie dłużej :( Myślę, że nawet organizatorzy z EC1 odczuwają, na swój sposób, skutki imprezy. Mimo, że są młodsi. Jest ich więcej. Oraz pracują ciężej jedynie tydzień przed festiwalem… Po co więc zatrudniać ich przez cały rok? Nadal nurtuje mnie to pytanie... Pisałem już o tym :(

Tekst został napisany człowiekiem. Fotki też zrobił Witek.

września 24, 2025

Kto jest godzien głównego wejścia na festiwal?

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Grania to chyba jedyna impreza w łódzkiej Atlas Arenie podczas której uczestnicy dostają się do środka hali jedynie od zaplecza :( I nie chodzi mi wyłącznie o to, iż wyjście (tak, to jest tylko wyjście) z obiektu jest w odległym końcu korytarza. Znajduje się ono, nie wiadomo czemu, w najwęższej części o-ringu. Gdzie panuje nieustannie koszmarny tłok, bo przestrzeni jest mało. Natomiast w pobliżu nie ma przyzwoitych schodów, windy dla osób niepełnosprawnych, a nawet kibla :( Najbliższe takie udogodnienia dla gości są jedynie dwieście metrów dalej, przy głównym wejściu. Jednak pokonanie tej odległości, wąskim korytarzem, poprzez tłum miłośników komiksu, zajmuje niemal pół godziny :(

fragment mojego planu strefy targowej w Atlas Arenie z 2018roku

Główne wejście do hali, za którym jest przestronny hol, posiada cztery standardowe klatki schodowe. W pobliżu są również dwie windy, które umożliwiają sprawne poruszanie się po obiekcie osobom z wózkami, ciężkim bagażem oraz tym, wykluczonym (o których orgowie festiwalu zupełnie zapomnieli, bo jeszcze są piękni, zwinni i młodzi ;) Oficjalnych drzwi do Atlas Areny strzegą od dwóch lat ochroniarze. Mają rozkaz nie wpuszczać tamtędy do hali pospólstwa. Umożliwiając tym samym swobodny, bezkolizyjny wstęp dla VIPów. Żeby najznamienitsi goście imprezy nie ocierali się o zwykłą, komiksową gawiedź. Nie chcę być złośliwy, ale wiadomo kto wpadł na ów „genialny” pomysł.

Niemal przez dziesięć lat komiksowego eventu w tym obiekcie, trzy pary drzwi przy wejściu głównym służyły wszystkim uczestnikom imprezy. Ale widocznie było to złe rozwiązanie, więc potrzebna była „dobra zmiana” ;) Kilka lat temu orgowie festiwalu wymusili równie zacny pomysł. Ekspresowe usuwanie kramów handlowych. Według organizatorów, wystawcy powinni zmyć się, w niedzielę, w przeciągu trzech godzin. Nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Obojętnie, jak duże mieli stoisko. Jednak owa koncepcja spotkała się z licznymi protestami handlarzy, więc orgowie musieli dostosować się do opinii większości. Być może, w kolejnych latach vox populi zadziała również w przypadku głównego wejścia do hali...

września 23, 2025

Sezon dojenia jeleni

Jestem już starym dziadem. Być może dlatego nie rozumiem dlaczego uczestnicy Festiwalu Komiksu oraz innych, podobnych imprez, tak łatwo dają się doić zachłannym orgom (przeważnie pasożytom kultury). Co prawda obszar kultury w naszym kraju nigdy nie był zbyt hojnie finansowany. Lecz organizatorzy wielu masowych imprez nie mają z nim wiele wspólnego. Jedynie wykorzystują instytucje oraz eventy do łatwego pozyskiwania ministerialnych środków. Orgowie nie gardzą również pieniędzmi szeregowych entuzjastów. A dzięki sprytnym zabiegom, nie są one wcale takie małe...

...nadeszła właściwa pora - dojenie jeleni czas zacząć

Najbardziej znaną mi, niemal od podszewki, imprezą (par excellence) kulturalną jest łódzki festiwal komiksu. Ponieważ byłem jednym z jego kreatorów przez niemal trzydzieści lat. Jednak za moich czasów jeszcze nie dotknął eventu „syndrom comiconu”. Bilety wstępu dla uczestników oraz stoiska sprzedawców były dużo tańsze. Naturalnie, z obecnym wzrostem cen niewiele wspólnego miała inflacja (jak próbują tłumaczyć się winni), która niedawno, chwilowo była dość wysoka. Lecz nigdy nie przekroczyła kilkunastu procent. A zazwyczaj ma ich kilka. Oczywiście jedynym powodem nadmiernego „dojenia” miłośników komiksu jest zachłanność orgów :(

Jeszcze za czasów eŁDeKu, festiwal był najbardziej dochodowym eventem w tej instytucji. Mimo że koszty udziału w imprezie były wtedy znacznie niższe. Wszelako kolejni organizatorzy starali się wycisnąć jeszcze więcej „soku” z tego „złotodajnego owocu”. Zabawne jest to, że sami z siebie, niewiele oferowali konwentowym gościom. Również żadna jednostka, w której impreza się odbywała, nie partycypowała zbytnio w kosztach przygotowania eventu (oprócz użyczenia „dachu” oraz odrobiny prądu). Wszelkie atrakcje za każdym razem zapewniały podmioty zewnętrzne. Wydawcy zapraszali specjalnych gości. Instytucje przygotowywały wystawy. Fani tworzyli klimat. Nikt z twórców owego kontentu nigdy nie otrzymał od orgów złamanego grosza. Dlaczego więc nieustannie rosły ceny uczestnictwa w evencie? Ponieważ musiały zasilać wiecznie głodną, pasożytniczą nadbudowę imprezy :(

Chciwi orgowie festiwalu doją więc od lat ministerstwo kultury oraz inne instytucje państwowe, pozyskując środki pod płaszczykiem pełnienia „misji”. Nie odpuszczają też naiwnym sponsorom firmowym, którzy mamieni są pozytywnym efektem wizerunkowym udziału w projekcie kulturalnym. Lecz organizatorzy najwięcej „kasy” wysysają z uczestników imprezy, których ogromna rzesza corocznie odwiedza konwent :(

Jaki jest powód sezonowego spędu fanów komiksu? Przecież obecnie nowe wydawnictwa dostępne są na wyciągnięcie ręki do Internetu. Archiwalne tytuły również można w ten sposób zdobyć. Goście specjalni są także osiągalni w tej przestrzeni. Ekspozycje w świecie wirtualnym podziwiać można wygodniej, niż w realu. Wszystkiego jest więcej. Atrakcje lepsze, bo przygotowane przez profesjonalistów. Nie obowiązują żadne bariery fizyczne, czasowe, ani językowe... A zwłaszcza finansowe!.. Brakuje tylko spotkań znajomych. Obcowania w środowisku podobnych sobie geeków. Bezpośredniego kontaktu z mistrzem, ulubionym artystą, gościem specjalnym eventu…

Nie zrozumiały jest dla mnie ów przymus „dotknięcia boskości”, panujący wśród miłośników literatury obrazkowej. Chociaż zapewne autorzy uwielbiają wszelkie formy hołdu :) Albo spotykanie dawno nie widzianych kolegów „po fachu”. Ludzi których naprawdę dobrze się nie zna, mimo że za pośrednictwem socjali wie się o nich prawie „wszystko”... Lecz właśnie na tych banalnych potrzebach fanów żerują pasożyty kultury :(

Od zarania dziejów handel jest ważnym filarem cywilizacji człowieków. Nieustannie przynosi korzyści na wielu płaszczyznach, dla każdej ze stron wymiany handlowej. Natomiast rozrywka jest ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu. Nic więc dziwnego, że łódzka impreza (początkowo społeczno kulturalna) stopniowo, przez lata, zmieniła się w twór wyłącznie handlowo rozrywkowy. Stało się to naturalnie w efekcie licznych zabiegów organizatorów eventu. Obecnie łódzki festiwal przypomina raczej bazar różności, niż konwent miłośników dziewiątej sztuki. Komiksów jest coraz mniej. Natomiast rośnie liczba stoisk pobocznych, z obcą zawartością. Nowa oferta handlarzy jest tak zróżnicowana, że nawet nie spróbuję wymieniać proponowanych fantów…

W swoim życiu odwiedziłem wiele różnych rynków i bazarów. Jednak żaden z nich nie traktował uczestników tak instrumentalnie, jak festiwal w rekach orgów z EC1 („miasta kultury”), „dojąc” niemiłosiernie wystawców oraz gości. Lecz niewiele oferując w zamian… Na zwykłych bazarach handlarze oczywiście wnoszą opłatę za stoisko. Zazwyczaj nie jest ona zbyt wygórowana, ponieważ nie byłoby wielu chętnych do udziału w nierentownym przedsięwzięciu. Natomiast kupujący zawsze są gośćmi, więc nie ponoszą żadnych kosztów... Pozwolę sobie przypomnieć, że tak właśnie było podczas pierwszego festiwalu komiksu w Atlas Arenie (w 2013roku). Wtedy ja przygotowywałem całą strefę targową, a dyrektoriat jeszcze nie ściągał haraczu dla EC1... Za to uczestnicy imprezy wchodzili do hali głównym wejściem :) Strefa handlowa eventu zaczęła się zmieniać, kiedy nowi orgowie (kierowani chęcią większego zysku) postanowili wpuszczać na festiwal dowolnych wystawców. Nie preferując wcale ludzi oferujących komiksy. Gdy jednak miejsc zaczęło brakować, cena za stoisko musiała rosnąć :( Takie są reguły popytu i podaży. Po raz kolejny merkantylizm wygrał z kulturą :(

Narzucanie nadmiernego haraczu spowodowało, że pozostali na „placu boju” jedynie najsilniejsi. Obecnie zwykłemu kolekcjonerowi, bądź niezależnemu wydawcy, jest bardzo trudno podzielić się swoimi publikacjami, ze względu na opłacalność udziału w giełdzie, albo brak miejsca. Kilkakrotnie byłem świadkiem, jak posiadacze niewielkiego zbioru komiksów zmuszeni byli odstąpić ulubione zeszyty handlarzom, za „psie pieniądze”. Natomiast onegdaj, na pierwszej Komiksowej Warszawie, „garażowi” wydawcy wystąpili pod szyldem Timofa, bo nie opłacało się nająć osobnego, drogiego stoiska... Nie muszę chyba dodawać, że monopol wielkich zawsze negatywnie wpływa na ofertę dla maluczkich :(

Wszelako najbardziej bolesne dla zwykłych gości łódzkiego festiwalu są ceny biletów wstępu na imprezę. Lecz owe nadmierne koszty uderzają również w sprzedawców :( Bowiem ile fajnych komiksów można byłoby nabyć/sprzedać za kilkadziesiąt złotych? Gdyby choć część tych środków pozostała w kieszeni szeregowych uczestników festiwalu... Zachłanni orgowie z EC1 nigdy na to nie pozwolą :( Ale dojenie jeleni będzie trwało dopóki będą chętni na eventowe zakupy. Kiedy zabraknie klientów handlarze zrezygnują z udziału w giełdzie, ponieważ będzie to dla nich mało opłacalne. Wydawcy przestaną sponsorować gości specjalnych. Znikną wtedy roje autografożerców. Pozostaną jedynie prawdziwi miłośnicy literatury obrazkowej :) Czy wówczas świat stanie się gorszy?

Oczywiście alternatywą dla pozyskania nowych publikacji będą nadal zakupy w sieci. W przypadku cyfrowych treści, komiks przecież można zdobyć w mgnieniu oka. Nie ruszając się z domu. Może miłośnikom historii obrazkowych będzie brakowało bliskiego kontaktu z ulubionym artystą. Ale czy podczas festiwalu rzeczywiście był on bliski? Jeśli impreza zniknie ucierpią zapewne „spotkania towarzyskie”… Lecz najbardziej pożałują chciwi orgowie :) Na szczęście są jeszcze eventy, które nie wymuszają haraczu na gościach. Jak warszawski „Niech żyje komiks”, czy wrocławskie „Złote kurczaki”... Okazji do spotkań geeków na pewno nie zabraknie :)

Tekst został napisany człowiekiem. Obrazek stworzył czat GPT.

września 19, 2025

Historia pewnego kramu - wpis trzeci

Kiedy organizowałem strefę targową festiwalu w Atlas Arenie kram swój umieściłem w jednej z szatni obiektu. Znalazła tam też miejsce cała ekipa dinozaurów. Pierwotnie, oprócz Pawła i niekiedy Izydora, w punkcie tym sprzedawał komiksy również Biskup. Jednak wkrótce doznał on specjalnej łaski Mamuta i za darmo otrzymał sporą przestrzeń do handlu, przy samym głównym wejściu do hali... Zwierzak potrzebował nieoficjalnego kanału dystrybucji dla festiwalowych publikacji, więc znalazł spolegliwego sprzedawcę. Pecunia non olet ;)

moje stoisko na festiwalu w 2022roku - chyba nikomu nie przeszkadza (nawet „strażakowi” ;)

Jako organizator imprezy mogłem zająć całą szatnię strefy dinozaurów. Jak to miało miejsce w przypadku mojego następcy, w hali Expo... Lecz nie jestem zachłanny. Poza tym, lubię się dzielić. A w przyjaznym towarzystwie milej jest spędzać czas :) Do prezentacji większego zbioru archiwalnych publikacji wykorzystałem tylko dodatkowo fragment przejścia, z korytarza na widownię, z którego nikt nie korzystał. Dzięki temu powstała unikalna ekspozycja plakatów i komiksów. Przez lata stanowiła ona wizytówkę łódzkiego festiwalu. Nieustannie pojawiała się w relacjach z imprezy na różnych platformach. Oczywiście nadal wielu gości eventu, za punkt honoru uważało, zrobienie sobie pamiątkowej fotografii na tle mojej komiksowej ścianki. Myślę, że atrakcja była bardziej popularna, niż biały miś na Krupówkach :) Niestety, komuś to przeszkadzało… Chyba wiadomo komu :( Na pewno nie „strażakowi” ;)

W początkowych latach festiwalu w hali widowiskowej zablokowałem wizualnie (jedynie kotarami) wszystkie wejścia na widownię z korytarza wokół areny (o-ringu). Dla gości eventu pozostawiłem tylko obie pary szerokich i bezpiecznych schodów (z poręczami), po dwóch stronach płyty boiska. Zrobiłem tak, aby skanalizować ruch w obiekcie, żeby klienci mogli swobodnie obejrzeć wszystkie kramy. Naturalnie, najbardziej zdesperowani uczestnicy konwentu byli w stanie bez problemu skorzystać z dowolnego przejścia na widownię. Lecz czynili to niezmiernie rzadko. Nikt przez lata nie zgłaszał sprzeciwu, w związku z takim rozwiązaniem. Nawet strażak ;)

Komiks Forum na Warsaw ComicCon - profesjonalne zdjęcioroby też korzystały z okazji ;)

Ponieważ miałem spore doświadczenie w przygotowaniu przestrzeni handlowej w trakcie różnych eventów, znane mi były zasady bezpieczeństwa wymagane podczas realizacji imprez masowych. Ponadto, moje plany zabudowy targowej zawsze konsultowałem z organizatorami. W korytarzach Atlas Areny nie było zbyt wiele miejsca na profesjonalne stoiska handlowe. Natomiast większość wystawców domagała się umieszczenia ich kramu jak najbliżej głównego (jedynego) wejścia do hali. Dzięki specyficznemu podejściu Mamuta do nagłośnienia płyty boiska sprzedawcy unikali tego miejsca, jak ognia. Było tam też dość ciemno, bo rozgrywane turnieje growe wymagały mroku. Dlatego wystawcy woleli ciasne korytarze i niezbyt wygodne szatnie. Tam było jasno, stosunkowo cicho i spokojnie. Kultura raczej nie lubi hałasu :)

Przez sześć lat tworzenia planów strefy targowej przeze mnie, podstawowy element festiwalu funkcjonował bez większych problemów. Samodzielnie pilnowałem porządku oraz przyjętych zasad, bo orgowie szczędzili mi wszelkiej pomocy. Ale jednocześnie szanowałem potrzeby wystawców, ponieważ byłem jednym z nich. Przecież to właśnie handlarze tworzyli kontent całej imprezy... Zadowoleni więc byli sprzedawcy, z którymi utrzymywałem często kontakt bezpośredni (wielu z nich znałem osobiście :) Również goście eventu zauważali, jak obszar giełdy komiksów rozwija się w naturalny sposób. Jedyną osobą, która niechętnie akceptowała moją obecność w ekipie orgów, był Mamut :(

Tymczasem mój kram nieustannie przyciągał zwiedzających, którzy z przyjemnością poznawali unikalne publikacje. Żaden z pozostałych wystawców nie mógł pochwalić się podobną ofertą. Jeśli już posiadali oryginalne komiksy, to były nimi wyłącznie nowe wydawnictwa. Nie zaś zeszyty ze „srebrnej ery” Marvela oraz inne XX-wieczne publikacje... Szkoda tylko, że entuzjazm klientów nie przekładał się na wyniki finansowe stoiska. Widocznie miłośnicy literatury obrazkowej woleli współcześnie tworzone historie :(

ekspozycja komiksów ze srebrnej ery Marvela - chyba taka już się nie powtórzy :(

Dyrektor festiwalu postawił w końcu na swoim. Zmusił mnie do rezygnacji wystawiania mojej kolekcji komiksów. Zlikwidował tym samym kolejną atrakcję łódzkiej imprezy. Tak jak to wcześniej uczynił z Komiks Session, konkursem „na krótką formę…”, czy katalogiem festiwalowym :( Ale trwało to jeszcze trochę ;)

Kiedy Mamut wybrał „lepszego” (w jego mniemaniu) opiekuna giełdy zaczęły się moje zmagania z orgami, o godne miejsce dla unikatowego kramu… Rozumiałem, że nie mogę liczyć na ladę w szatni, albo stolik. Mimo, że zwierzak rozdawał je lekką ręką. Lecz tylko znajomym i spolegliwym ulubieńcom :( Nawet Piotr miał swoich faworytów. Jednym z nich był niby ułomny dziadek, który pałętał się przy konwencie od czasu giełdy staroci (jeszcze w eŁDeKu). Corocznie dostawał miejsce za friko, mimo iż nie oferował żadnej pomocy orgom. Handlował głównie towarem, który nadawał się bardziej do śmietnika, niż dla eventowych gości. O niby ułomnym dziadku wspomniałem w tekście „Staruchy do piachu”... Na ostatnim konwencie, na którym byłem, dostał on od orgów do dyspozycji trzy stoliki. Natomiast wieloletni organizator (przez niemal 30lat), kreator strefy targowej oraz współtwórca festiwalu, otrzymał łaskawie jeden :(

mój kram w pełnej krasie - zawsze barwny, atrakcyjny, po prostu śliczny ;)

Gdy wypadłem z łask dyrektoriatu nie chciałem zajmować na kiermaszu zbyt wiele bezcennej powierzchni, ani kosztownych stolików. Ograniczyłem się jedynie do tekturowego stoiska, które przynosiło tak wiele radości gościom imprezy (widziałem to po ich minach :) Co prawda, mój kram był szeroki na sześć metrów, ale zajmował tylko 30 centymetrów od ściany korytarza. Na skromnej przestrzeni nie mogło powstać nawet najmniejsze stoisko. Żaden inny wystawca nie zmieściłby własnej oferty na tak mizernej powierzchni. Mamut więc i tak nie zarobiłby na wynajmie podłogi. Lecz zwierzak nie byłby sobą, gdyby bezustannie nie stwarzał problemów :( Niewątpliwie ciągle, w prostacki sposób, chciał się pozbyć z festiwalu mojej osoby :(

Podczas imprezy w Hali Expo znalazłem dla mojego stoiska niewielki kącik przy drzwiach do głównej sali. Ale dyrektor festiwalu postanowił, że właśnie w tym punkcie stanie wózek z kawą. Mniej ważne było dla niego, iż spora konstrukcja plus obsługa oraz klienci, skutecznie zablokują wejście. Najważniejsze dla zwierzaka było, że zniknąłbym z widoku :( O stosunku chama do wystawców napisałem w tekście „Rower z kawą ważniejszy od komiksowej ekspozycji”.

Piotrek Kabulak udziela wywiadu na tle mojego stoiska w hali Expo - MFKiG 2019 A.D.

Kiedy zelżała pandemia, strefa targowa (czyli cały festiwal) wróciła do Atlas Areny. Przez kolejne dwa lata musiałem „walczyć” z orgami, aby uwzględnili w planach mój kram w korytarzu. Nigdy nikomu nie stwarzał on problemów. A nawet, zajmując tą przestrzeń, pomagałem osobom z małymi dziećmi, wózkami, lub większymi pakunkami, kierując je do windy (która była za ścianą). Bowiem schodzenie w półmroku po stromych schodach bez poręczy nie było bezpieczne... Wreszcie, w następnym roku, Mamut wymyślił „strażaka”, który niby zabronił blokowania przejść na widownię z korytarza. Co ewidentnie nie miało miejsca w moim przypadku (widać to na zdjęciu). Zostałem więc eksmitowany, razem z całą „rodziną” dinozaurów na drugi koniec hali, w najwęższy fragment korytarza, w którym zawsze panował olbrzymi tłok. Natomiast inni wystawcy nadal bez problemu blokowali swoimi stoiskami liczne przejścia z korytarza na boisko. I żadnemu z orgów to nie przeszkadzało :(

moja ostatnia ekspozycja :( - MFKiG 2023 A.D.

W nowej lokalizacji dostałem od orgów (na pocieszenie) jeden stolik, o który również musiałem „zawalczyć”. Wymuszony mebel nie był mi wcale potrzebny. Nie spełniał bowiem założeń mojego kramu. O prezentacji unikalnych komiksów mogłem zapomnieć. Dlatego przy stoliczku postawiłem jedynie stand informujący o witrynie internetowej. W ubiegłym roku zrezygnowałem z dopominania się o miejsce dla starego handlarza. Organizatorzy konwentu nawet nie przysłali mi zaproszenia na imprezę, którą tworzyłem przez trzydzieści lat. A byłem przecież na niej obecny od początku. Zapomnieli o założycielu strefy targowej Festiwalu Komiksu. Głównego filaru łódzkiego eventu, z którego korzyści czerpią do dziś… Tacy właśnie są nowi orgowie, rządzący obecnie kulturą :(

Tekst został napisany człowiekiem. Fotki też zrobił Witek.

Więcej informacji o strefie targowej festiwalu można znaleźć we wpisach: „Niepamięć” oraz „Krótka historia konwentowego handlu”

września 17, 2025

Historia pewnego kramu - wpis drugi

Jak wspominałem, na początku ery Mamuta sekretarki z eŁDeKu kiepsko radziły sobie z przygotowaniem strefy targowej łódzkiego festiwalu komiksu. Wystawców traktowały jak pionki na szachownicy. Natomiast stoiska rozstawiały dość chaotycznie. Nie obowiązywały żadne zasady. Jedynym pozytywnym aspektem tego okresu było przeniesienie giełdy do wieżowca Textilimpexu, który znajdował się po drugiej stronie ulicy Traugutta, vis-a-vis gmachu Łódzkiego Domu Kultury.

obrazek z drugiej giełdy, według czatu GPT

Nie byłem szczególnie zadowolony widząc, jak moja wieloletnia praca, przy ustalaniu struktury kiermaszu, idzie na marne. Dlatego zaproponowałem Piotrowi (drugiemu po „bogu”), że przejmę nadzór nad strefą targową festiwalu. Nowy organizator zgodził się ponieważ miał świadomość, jak mało efektywne i kłopotliwe jest zatrudnienie pracownic eŁDeKu. Odtąd zajmowałem się ustalaniem stoisk na kiermaszu, planami całej przestrzeni merkantylnej oraz promocyjnymi grafikami dla mediów. Starałem się też promować imprezę w sieci, ale zwierzak nieustannie stwarzał w tym zakresie problemy. Starał się „trzymać łapę” na stronie festiwalowej, choć prowadzący ją orgowie byli totalnymi dyletantami, więc zazwyczaj ziała pustką. Tak jest zresztą do dziś :( Niezmiernie rzadko udawało mi się przemycić do witryny cenne dla uczestników imprezy wieści. Dlatego często publikowałem eventowe informacje na własnym blogu :)

W związku z dziwną „polityką informacyjną” Mamuta, czasami dochodziło do zabawnych, a jednocześnie przykrych okoliczności. Pewnego roku, już w Atlas Arenie, nowi wystawcy mieli problem z odnalezieniem własnego stoiska, ponieważ nie znali strefy targowej festiwalu. Nie otrzymali wcześniej cennej wiadomości od organizatorów. Natomiast w punkcie informacyjnym nie było żadnych planów stoisk. Mimo, że „dyrektoriat” otrzymał je ode mnie przynajmniej dwa tygodnie wcześniej... Przykrą sytuację rozwiązało dopiero udostępnienie linku do mojego bloga (tam były wszystkie plany) wolontariuszom obsługującym punkt informacyjny. Na szczęście byłem w pobliżu, więc mogłem szybko zareagować :) Zresztą orgowie i „woły” dość często szukali u mnie wiedzy na temat imprezy, ponieważ mój kram znajdował się kilkanaście metrów od wejścia i w trakcie eventu byłem tam ciągle obecny :) W odróżnieniu od członków dyrektoriatu, którzy nawiedzali toczącą się imprezę sporadycznie. Jeśli w ogóle :(

Tymczasem jeszcze w Textilimpexie zetknąłem się z profesjonalną zabudową targową oraz rządzącym tymi zasobami Panem Zdzisiem :) Firma użyczająca festiwalowi przestrzeni targowej zajmowała się handlem zagranicznym, więc dysponowała odpowiednimi konstrukcjami, które używała podczas różnych imprez. Własne stoisko kosztowało dużo taniej niż najem zabudowy targowej od obcych (szczególnie za dewizy). Struktury konstrukcyjne Zdzisia były dość leciwe, ale tym samym wielokrotnie sprawdzone w „boju” podczas eventów, więc funkcjonalne. Jednak monter miał ambiwalentny stosunek do układu stoisk handlowych. Tworzył je raczej w osobliwie „artystyczny”, niż przemyślany sposób. Moje plany odmieniły tą sytuację :)

moje wizualizacje strefy targowej w Textilimpexie, które udało mi się onegdaj przemycić na stronę festiwalową

Zastosowałem proste zasady, którymi kierowałem się do końca mojej współpracy z festiwalem. Po pierwsze, podzieliłem kiermasz na „strefy wpływów”. Przestrzenie różnych wystawców, którzy raczej niechętnie się integrowali. Zyskali na tym klienci, albowiem w jednym miejscu poznawali ofertę, która ich najbardziej interesowała. Natomiast „konkurencja” handlarzy miała niewątpliwie wpływ na wysokość cen komiksów :) W przestrzeni targowej znalazły więc swoje miejsce komiksy polskie i zagraniczne. Osobno można było poznać ofertę wydawnictw niezależnych oraz mangowych (które zawsze się alienowały). W innym miejscu były publikacje dla dzieci oraz strefa rozrywki dla nich. Swoją przestrzeń mieli również sprzedawcy gadgetów, czy materiałów dla twórców, itp… Myślę, że z takiego zagospodarowania powierzchni targowej, zadowoleni byli wszyscy goście Festiwalu Komiksu :)

Od „początku świata” handlarze pragną mieć swoje kramy, jak najbliżej wejścia. W nadziei, że nowi klienci od razu, zaraz po przekroczeniu drzwi, zrobią u nich zakupy :) Lecz próby sprostania wymaganiom większości sprzedawców są bezcelowe (z przyczyn obiektywnych). Jednak zawsze starałem się honorować stałych wystawców, którzy mieli pierwszeństwo. Wyjątek stanowiły stoiska sponsorów, znacznie wspomagających imprezę. Albo najbardziej atrakcyjne ekspozycje gości specjalnych, które stanowiły doskonałą reklamę festiwalu. Aczkolwiek, w czasie tworzenia planów strefy targowej musiałem często reagować na „pobożne życzenia” Mamuta, umieszczając stoiska jego ulubieńców w „dobrym miejscu”… Jakoś dawałem sobie radę. Pretensji ze strony wystawców nie było wiele.

Wszelkie zasady rządzące wcześniej przestrzenią handlową runęły, kiedy zwierzak zrezygnował z moich usług. Stało się to przed festiwalem w hali Expo (jesienią 2019roku). Mimo, że wykorzystanie nowej hali wydawało się dużo prostsze, niż w Atlas Arenie, kramy rozstawiono dość chaotycznie. A korytarze między nimi były zbyt wąskie. Czasami należało przepychać się przez „korki”, mimo że druga połowa hali niemal ziała pustką :( Ponadto, zakupom towarzyszyła ekstremala atmosfera, tworzona przez specyficzne podejście do tematu „światło i dźwięk”. Natomiast gość imprezy miał stanowisko niemal na zapleczu :( Strefę targową zdominowały dwie ryczące sceny. Ulubiony motyw aranżacji imprez firmowanych przez Mamuta :( O festiwalu komiksu w hali Expo napisałem w tekście: „Staruchy do piachu”. Warto go przeczytać, aby wyrobić sobie opinię w kwestii stosunku nowych orgów do realizacji giełdy, największego elementu łódzkiej imprezy.

Mój kram nieustannie ewoluował. Kiedy nastała era Mamuta znalazłem niewielkie miejsce w „akwarium”, sali prelekcyjnej Textilimpexu, w której odbywała się giełda. Nie chciałem „żebrać” o stolik, który niewątpliwie należał mi się, za kilkanaście lat pracy przy evencie. Nie mogłem też liczyć na „zastawki” z eŁDeKu. Zbudowałem więc własną konstrukcję z drewna, plastiku i aluminium :) Prezentowała ona Komiks Forum oraz inne moje wydawnictwa, plakaty oraz komiksy.

Gdy ponownie „zostałem wybrany” na opiekuna strefy targowej (w Textilimpexie), umieściłem własne stoisko na wysokiej antresoli. Skąd miałem doskonały wgląd na całą przestrzeń handlową. Odtąd towarzyszył mi Paweł, który miał własną ekspozycję archiwalnych komiksów. Pilnował on mojego kramu kiedy zajmowały mnie obowiązki organizatora festiwalu. U Pawła również znajdował odrobinę miejsca dla swoich zeszytów legendarny Izydor. W ten sposób powstała pierwsza „strefa dinozaurów”. Starych, łódzkich handlarzy oferujących unikalne komiksy :) Odbywająca się na wysokim, pierwszym piętrze wieżowca Textilimpexu giełda miała spektakularny widok na miasto otulone kolorami jesieni. Początkowo, aranżując stoiska, chciałem udostępnić gościom imprezy ten klimatyczny obraz, aby zmniejszyć dość ponury efekt korytarzy. Jednak okazało się, że miejsce przy oknach jest tak zrujnowane, iż nie da się tam ustawić żadnej, stabilnej konstrukcji. Natomiast kilkumetrowe szyby okienne były po prostu brudne :( Jednak starałem się zawsze (mimo często niezbyt sprzyjających warunków), aby wszystkie kramy były estetyczne, dobrze oświetlone, oraz stały w „bezkonfliktowych miejscach”.

W 2013roku giełda, jak i cała impreza, miały przenieść się do świeżo wyremontowanego budynku EC1. Wraz z ekipą orgów zrobiliśmy „wizję lokalną”. Jeszcze w trakcie budowy. Nowy gmach nadawał się doskonale na potrzeby festiwalu. Posiadał dużo wolnej przestrzeni oraz był dobrze skomunikowany z całym miastem, a nawet krajem :) Zacząłem robić plany wykorzystania budowli do celów eventowych, ale wkrótce okazało się, że usterki roboli wyeliminowały EC1 z gry :( Na szczęście „miasto” zaoferowało konwentowym orgom Atlas Arenę, której było właścicielem. Czasami użyteczne bywały „kontakty” zwierzaka :) Festiwal Komiksu przeprowadził się do kolejnego gmachu... Odtąd łódzka impreza korzysta z gościnnych obiektów Stadionu Miejskiego. Niechlubnym wyjątkiem był epizod w hali Expo, który okazał się finansowym niewypałem. Nic dziwnego zresztą :( Pasożyty kultury, od zawsze, potrafiły doskonale, w niezbyt przemyślany sposób, szastać cudzymi, najczęściej publicznymi środkami. Przeważnie też, bez widocznych, pozytywnych efektów... Taka jest niestety nasza rzeczywistość. I chyba nic tego nie zmieni :(

Oczywiście, w Atlas Arenie nadal organizowałem strefę targową festiwalu. Tworzenie planu stoisk w korytarzach hali było o tyle trudne, że musiałem opanować dodatkowo „kwadraturę koła” ;) W projekcie należało uwzględnić wszelkie aspekty infrastruktury obiektu: jak ciągi komunikacyjne, elementy stałe oraz zasady bezpieczeństwa imprezy. Nie było to łatwe. Ale podołałem zadaniu... Jednak owe podstawowe założenia runęły znowu, kiedy po raz kolejny Mamut zrezygnował z mojej pomocy :( Obecnie festiwalowym kiermaszem ponownie rządzi chaos. Bowiem aktualni, przypadkowi organizatorzy także nie mają żadnego doświadczenia w opracowaniu tego typu przedsięwzięć. Nowym orgom obojętny jest komfort oraz wrażenia uczestników imprezy. Dla nich liczy się tylko zysk finansowy, gdy rozpoczynają sezon „dojenia jeleni” :(

W Atlas Arenie moje stoisko, jak i cała strefa dinozaurów, znalazły miejsce w szatni, nieopodal głównego wejścia. Byłem organizatorem całej przestrzeni targowej, więc musiałem rezydować w zasięgu punktu informacyjnego. Tym razem do konstrukcji kramu użyłem dużych, ponad dwumetrowych arkuszy tektury falistej, które zwierzak wyżebrał od jednego ze sponsorów (podobno przelewając morze płynów, innych niż ustrojowe ;) Tektura miała służyć do konstrukcji tablic informacyjnych, ale żaden z orgów, ani wołów tematem się nie przejmował. Ja wykonałem trzy, które po imprezie wylądowały w koszu. Orgowie Mamuta nigdy nie szanowali cudzej pracy :( Jeszcze niejaki Pączek (ówczesny nadzorca wołów), wsparty pomocą kilku licealistów, próbował z arkuszy tektury oraz taśmy srebrnej stworzyć galerię komiksów dziecięcych, laureatów konkursu Wagów. Lecz konstrukcja bardzo szybko rozpadła się, pod naciskiem… wzroku :) Na szczęście, zanim jeszcze powieszono na niej prace. Pozostałości galerii znalazły naturalnie miejsce w śmietniku... Chcąc oszczędzić podobnego losu kolejnym papierowym płytom, zaopiekowałem się nimi osobiście :) Wykazując tym samym niebywały zmysł ekologiczny :)

Z tekturowych arkuszy zrobiłem kolejną zastawkę przy moim stoisku. Powiesiłem na niej plakaty z kolekcji. Moja konstrukcja, nie dość że trwała (wytrzymała dwa sezony), robiła monumentalne wrażenie na odwiedzających. Podobnych, ilustrowanych ścian nie dane im było zobaczyć na żadnej innej imprezie, więc chętnie robili sobie na tle mojej ekspozycji pamiątkowe fotografie. Natomiast wśród festiwalowych orgów zyskałem miano „króla tektury” :(

Jednak dwumetrowe bryty są dość kłopotliwe w transporcie (zwłaszcza, jeśli nie posiada się samochodu). Dlatego w następnym roku zrobiłem z nich standy na komiksy. Nowe konstrukcje jeszcze bardziej podobały się gościom każdej imprezy (a raczej prezentowana na nich oferta). Odwiedziłem razem z nimi, przez kolejne lata, kilka eventów. Począwszy od Warsaw Comiconu, poprzez łódzki festiwal, na evencie „Niech żyje komiks” kończąc. Zawsze stanowiły dużą atrakcję dla odwiedzających (oraz tło dla selfie :) Komiksowych stojaków używałem do czasu ostatniego festiwalu, w którym brałem udział. Zanim zawistni orgowie nie przepędzili mnie z miejsca, które zajmowałem przez dekadę :(

Obecnie moje tekturowe standy komiksowe są nadal w bardzo dobrym stanie. Doskonale realizują efekt marketingowy. Kolorowa prezentacja zawsze robi wrażenie na gościach, a klienci chętniej kupują ustawione na półkach zeszyty. Kilka stojaków mogę udostępnić chętnym. Sprzedać lub wypożyczyć na czas festiwalu. Koszt będzie niższy niż wynajęcie półek w zabudowie targowej. Natomiast efekt takiej ekspozycji znacznie bardziej spektakularny. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w tym miejscu…

...podsumowanie już wkrótce :)

Tekst został napisany człowiekiem. Obrazek wygenerował Krzysztof, za pomocą czatu GPT.