Przez kilka ostatnich lat namawiałem Waldka Jeziorskiego aby przynajmniej wspomnieniem, w dowolnej formie, uczcił powstanie Czasu Komiksu. Tej zacnej (dla rodzimego komiksu) inicjatywy z 1995roku, której jedynie mizerny ślad niezwykle trudno jest dostrzec w Centrum Komiksu i TePe :( Zainteresowany byłem uhonorowaniem zasłużonego wydawnictwa, ponieważ onegdaj miałem niebagatelny udział nadaniu kształtu tej antologii :) Pisałem już o tym na blogu... Tymczasem, bez żadnego echa minęło ćwierćwiecze. Wkrótce upłynęło trzydzieści lat, od objawienia na rynku ważnego magazynu komiksowego. Inni wydawcy ilustrowanych periodyków, z połowy ostatniej dekady ubiegłego wieku, chętnie fetowali kolejne jubileusze. Lecz Waldek był niewzruszony ;) Ale kropla wody potrafi drążyć skałę :) Nadeszła więc pora aby przypomnieć nowemu pokoleniu miłośników literatury obrazkowej zapomnianą antologię Czas Komiksu...
okładka pierwszego numeru Czasu Komiksu autorstwa Andrzeja Deredosa
Pierwsze spotkanie organizacyjne odbyło się w „noc muzeów”, w kawiarni wspomnianego wcześniej CKiTP (niektórym orgom było najbliżej). Na zebranie zostałem zaproszony przez Waldka. Oprócz nas dwóch w kawiarni zjawili się Piorun i Pik. Natomiast wokół, czasami krążył duch Mamuta :) Każdy z uczestników spotkania miał coś sensownego do powiedzenia. Choć usłyszałem też herezję, że druk kolorowych plansz kosztuje ostatnio podobnie, jak czarno-białych?! Niestety, w trakcie dyskusji nad formułą przyszłej antologii, moje uwagi zdawały się trafiać w próżnię, albo były ignorowane. Odniosłem wręcz wrażenie iż zaproszenie mojej osoby było jedynie wyrazem kurtuazji ze strony wydawcy. Pozostali „gracze” podejmowali się różnych zadań, ja zaś byłem ciągle bezrobotny :( Ponieważ jednak uważam, że moje propozycje są godne większej uwagi. Poza tym, są one w stanie poważnie wpłynąć na dalszy los wznawianej inicjatywy wydawniczej, postanowiłem przedstawić niektóre z nich na blogu. W miejscu, które zawsze z uwagą mnie wysłucha :)
Podczas sobotniego spotkania z niepokojem stwierdziłem, że Waldek zabiera się do reaktywacji magazynu według założeń i sposobów znanych mu z czasów powstania antologii. Jednak od lat .90 ubiegłego wieku świat nieco się zmienił. A na pewno nasz rynek komiksowy. Chyba nie ma już na nim miejsca dla skromnych publikacji obrazkowych, zapełnionych wyłącznie abstrakcyjnymi wizjami artystów, które można przejrzeć w „pięć minut” (przy kawie w MPiKu :( Dlatego zaproponowałem wydawcy zwiększenie objętości antologii, kosztem niewielkiego zmniejszenia formatu publikacji (do rozmiaru ostatnich Komiks Forum lub katalogów festiwalowych). Z przewidywanych pięćdziesięciu stron powstałoby sto (czyli dwukrotnie więcej). Wszystko, za podobne pieniądze :) O materiał ilustrowany raczej bym się nie martwił. Pomimo usilnych zabiegów obecnych orgów łódzkiego festiwalu komiksu oraz likwidacji konkursu „na krótką formę komiksową”. Myślę, że autorzy, prawdziwi miłośnicy dziewiątej sztuki mają w głowie sporo pomysłów na obrazkowe impresje. I są oni w stanie przelać sprawnie na papier nowe historie w rozsądnym czasie :) Gdybym jednak się mylił, łamy magazynu można wzbogacić publicystyką (jak to robiono niegdyś w Alfie), drobnymi formami literackimi, albo wspomnieniami młodych twórców komiksu, którzy od nas odeszli (Janicki, Madej)... Reaktywowany kilka lat temu Metal Hurlant jakoś nie waha się przed prezentacją wcześniej publikowanych nowel starych klasyków, obok historii premierowych. Oczywiście jakość prezentowanego materiału zależy od właściwego doboru treści. Ale jest to wyzwanie dla zdolnego redaktora antologii. Możliwości pozyskania atrakcyjnego kontentu dla nowego czytelnika jest wiele. Wystarczy jedynie otworzyć umysł :)
W XXIwieku Internet trafił wreszcie „pod strzechy” naszej biednej ojczyzny. Jednak nadal, nie wszystkie człowieki zdają sobie sprawę z ogromnych możliwości, jakie oferuje ta forma ludzkiej komunikacji :( Dzięki sieci każde wydawnictwo zyskuje nowe perspektywy promocji oraz spory potencjał niezależnego rozpowszechniania dowolnej treści (dystrybucji tytułu). Korzyści płynące z udziału w „globalnej wiosce” pomnaża znacznie odpowiednie przygotowanie materiału. Bowiem na wirtualnym rynku rządzi jedynie cyfrowa forma kontentu. Niestety, moja propozycja komiksu responsywnego (który dostosuje się do formatu ekranu) spotkała się z wyraźną niechęcią redaktora Pioruna :( Nawet sugestia, żeby autorzy historii obrazkowych nie rysowali na planszach „dymków”, natomiast teksty przesyłali osobno, niemal wzbudziła strach w jego oczach ;) A przecież jest to standard przygotowania publikacji komiksowych na całym świecie... W ogóle, odniosłem wrażenie, iż Tomek, podczas składu pisma stara się zbytnio nie nadwyrężyć sił własnych. Świadczył o tym proponowany przez niego miesięczny termin wykonania operacji. Ale może redaktor jest aż tak perfekcyjnie dokładny ;)
Oczywiście, żeby mógł powstać komiks responsywny należy od autora uzyskać odpowiednio przygotowany materiał. Komputerowe przekształcanie gotowych plansz jest wyczynem dość karkołomnym. Naturalnie rysownik musi wcześniej poznać zasady, według których będzie tworzył kolejne kadry. Mimo, iż nie są one zbyt skomplikowane, stanowią fundament dalszych działań.
Jakiś czas temu, dzięki poznaniu HTML (języka konstrukcji stron internetowych), wymyśliłem sposób na uczynienie cyfrowego komiksu interaktywnym, a nawet prostą animację poszczególnych kadrów. Znalazłem też rozwiązanie uciążliwej bariery językowej, która utrudnia lekturę rodzimych historii obrazkowych miłośnikom komiksu z całego świata. Moja metoda sprawia, że ilustrowana opowieść jest zrozumiała dla czytelnika posługującego się dowolnym językiem. Obojętnie, czy pochodzi on z Ameryki, Afryki, czy Azji... Jakaż to promocja dla twórcy komiksu :) Jednak opracowanie tak nowatorskiej publikacji wymaga czasu. Natomiast plansza musi być wcześniej do konwersji odpowiednio dostosowana… Gdyby tak się stało, historie opowiadane przez rodzimych twórców łatwo by ruszyły w świat. I mogły być podziwiane na smartfonach, tabletach lub telewizorach (tak, jak w przypadku witryn internetowych), bez dyskomfortu związanego z ukazywaniem wizualnej treści na diametralnie różnych platformach... Niestety, podczas reaktywacji Czasu Komiksu, prawdopodobnie żaden z moich pomysłów nie zostanie wykorzystany. A szkoda. Bo niekonwencjonalne sposoby prezentowania obrazkowej treści zapewne znacznie poszerzyłyby zakres potencjalnych odbiorców nowej antologii :(
Na sobotnim spotkaniu poznałem jeszcze dalszy los wydawnictwa o Conturze. Pierwotnie, miało się ono ukazać dwa lata temu i zostać sfinansowane ze środków własnych. Jako forma reakcji, protestu członków grupy (przecież organizatorów pierwszych konwentów komiksowych, a także nadal czynnych twórców) na pominięcie ich dokonań w Centrum Komiksu i TePe (pisałem o tym na blogu)… Okazało się, że w międzyczasie Mamut zrobił sobie cyfrową kopię publikacji. Podobno ma zostać wydawcą?! Dziwnym trafem pamięć o aktywności łódzkiego środowiska komiksowego trafiła znowu pod kuratelę zwierzaka. Tylko dlaczego mnie to nie dziwi :( Niestety, nie miałem okazji zobaczyć conturowej antologii. Podobno spoczywa bezpiecznie gdzieś w trzewiach EC1 - miasta kultury, gdzie tylko Mamut ma do niej dostęp :( Może... jak będę grzeczny... zobaczę ją na konwencie ;)
Tekst został napisany człowiekiem.
