czerwca 27, 2026

Czas Komiksu - zaproszenie do współpracy

Wydawca antologii komiksowej Czas Komiksu (Waldemar Jeziorski) zaprasza do współpracy wszystkich chętnych twórców, którzy rysują komiksy codziennie, albo od święta :) Właśnie pojawia się przed nimi szansa pokazania swojej pracy w jubileuszowej publikacji. Niestety, reaktywacja zasłużonej antologii wymaga sporych środków. Na które edytor z trudem może sobie pozwolić. Dlatego wszyscy współpracownicy projektu na razie pracują pro bono. To samo dotyczy autorów publikowanych historii obrazkowych. Oczywiście wydawca zapewnia twórcom egzemplarze autorskie publikacji oraz promocję. A ja chętnie pomogę w stworzeniu specjalnej witryny, wizytówki w sieci. Ale to wszystko na co obecnie jest nas stać :(

rysunek promujący organizowane przeze mnie onegdaj Targi Komiksu (w połowie lat .90)
autor - Tomek Piorunowski

Poniżej zamieszczam warunki początkowej współpracy, która w przyszłości może rozwinąć się do pełnego wymiaru.

Autor może przysłać tylko jedną pracę komiksową. Technika wykonania jest dowolna. Lecz przyjmujemy tylko cyfrowe (zeskanowane) wersje w popularnym formacie graficznym (JPG, PNG, TIF…). Cała opowieść winna być fabularnie zamknięta w objętości: od jednej do dziesięciu stron (w układzie pionowym). Przybliżona rozdzielczość pojedynczej planszy powinna wynosić około 3500x2400pikseli (dla koloru CMYK, lub w skali szarości), albo 7000x4800 (dla czarno/białego rysunku kreskowego).

Gotowe prace muszą zostać przesłane do dnia 30 lipca 2026, na adres: waldemarjeziorski1@gmail.com

Ważne! Do komiksowych plansz winien być dodany zwykły plik tekstowy (.txt) z danymi autora (bądź autorów: imię, nazwisko, ewentualnie pseudonim, adres i telefon) oraz zawierać formułkę: „Zgadzam się nieodpłatnie na jednokrotną publikację swojej pracy (tytuł lub bez tytułu) w antologii Czas Komiksu, w wersji analogowej i cyfrowej. Jako autor pracy, posiadam wszelkie prawa do decydowania o jej publikacji”.

Tekst został napisany człowiekiem. Grafikę wykonał inny człowiek :)

czerwca 26, 2026

Czas Komiksu - konkurs czy zaproszenie?

Odkąd kilka lat temu Mamut zlikwidował „konkurs na krótką formę komiksową”, dla nowych twórców, zauroczonych potencjałem literatury obrazkowej, zniknęła możliwość sprawdzenia własnego potencjału w konfrontacji z innymi autorami. Bowiem nie każdy, nawet genialny pomysł godzien jest spłodzenia na jego podstawie całej „publikacji komiksowej”. Niewielu też autorów posiada wystarczająco dużo wolnego czasu, aby wykazać swoje zdolności w epickiej formie albumu. Widziałem w swoim życiu (a mam już sporo wiosen ;) niezliczoną ilość wspaniałych shortów. Doskonałych jedno lub kilkustronicowych nowelek obrazkowych, które zapewne by utraciły czytelny przekaz, finezję przemyślanego rysunku po „rozwodnieniu treści”. W minionych latach, dzięki bogactwu lapidarnych opowieści powstały takie magazyny komiksowe, jak Relax, czy Metal Hurlant... Zwięzłej formy wypowiedzi nie wstydzili się zarówno: Mleczko, Polch, ani Moebius... Przykłady atencji dla „krótkich form” ilustrowanych mógłbym wymieniać bardzo długo. Przez trzydzieści lat istnienia konkursu były one prawdziwym wyzwaniem dla rodzimych twórców. Jednak dla obecnych ogrów (przepraszam, orgów ;) łódzkiego festiwalu komiksu, krótkie historie przestały już być wygodne :(

logo antologii autorstwa Tomka Piorunowskiego

W związku z reaktywacją Czasu Komiksu nadarza się okazja, aby przywrócić status miniaturowym arcydziełom. Chęć współpracy, na zaproszenie Waldka Jeziorskiego, wyraziło już wielu uznanych autorów historii obrazkowych. Jednak od wydania ostatniej edycji antologii minęło sporo lat. Natomiast rodzimy komiks, mimo że zawsze był dość ubogi, nie zatrzymał się w czasie. Przez ostatnie dekady powstało wiele interesujących prac. Pomyślałem więc, że materiał prezentowany w jubileuszowym magazynie mógłby stanowić swoistą klamrę, między początkami nowego polskiego komiksu (z lat .90), a twórczością współczesnych, młodych autorów. Aby zrealizować owo założenie od razu przyszedł mi do głowy konkurs festiwalowy. Lecz niestety konkurs, w pierwotnej formie, nie istnieje już od kilku lat :( Nie sądzę też, aby obecni orgowie łódzkiej imprezy zechcieli go reaktywować :( Dlatego też zaproponowałem Waldkowi zorganizowanie podobnego konkursu (na krótki komiks). Lecz wydawcę, powracającego z innych światów, chyba nie stać na spektakularne nagrody. Jego cennej inicjatywy nie wspomaga finansowo Ministerstwo Kultury, ani Urząd Miasta Łodzi. Również majętni sponsorzy raczej nie „sypią groszem”. Jak to onegdaj często bywało w przypadku katalogu festiwalowego. Twórcy od „starego” wydawcy mogą jedynie uzyskać szansę publikacji swoich krótkich historii obrazkowych w niepowtarzalnej antologii. Natomiast ode mnie, możliwość stworzenia autorskiej strony, wizytówki w sieci. Gdzie prace autora pozna cały świat. Czy to mało? Oferta jest chyba lepsza od chowania rysunków w szufladzie. Albo czekania na konkurs, który się nie odbędzie :(

Ponieważ obecnie jestem bezrobotny, z przyczyn finansowych korzystam wyłącznie z budżetowego dostępu do Internetu. Jest on koszmarnie wolny. Ale darmowy :) Niestety, z tego powodu nie jestem w stanie sprawnie buszować po sieci poszukując nowych autorów lub poznając bieżące trendy komiksowe. Zwłaszcza, że rodzimi twórcy przeważnie stronią od cyfrowej emanacji własnych dokonań w sieci :( Ale przynajmniej mam własnego bloga. Czasami też pojawiam się na portalach społecznościowych: Fejsie, Instagramie oraz Xsie. Lecz z przykrością stwierdzam, że zasłużony wydawca Czasu Komiksu nawet tego nie ma :( Dlatego udostępniam strony mojego bloga informacjom o dalszym losie powrotu komiksowej antologii. Onegdaj moje apele do społeczności komiksowej przeważnie spotykały się z żywą reakcją jedynie troli. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Tekst został napisany człowiekiem. Grafikę wykonał inny człowiek :)

czerwca 05, 2026

Podziękowania dla likwidatora

Nawet najdłuższy komiks „czyta się” dość szybko. Lecz tylko idiota może pomyśleć, że ilustrowaną opowieść tworzona jest niewiele dłużej :( Autor, który kiedykolwiek spróbował narysować historię za pomocą obrazków wie doskonale, iż nawet najskromniejsza nowelka wymaga poświęcenia jej sporo czasu i energii. Sam pomysł, nawet genialny, nie wystarczy. Należy go sprawnie przenieść z głowy do formy rysunkowej. Ilustracje powinny być czytelne oraz zrozumiałe dla innego odbiorcy (nie tylko dla samego twórcy). Do tego celu może posłużyć scenariusz oraz znajomość języka medium, w którym twórca dokonuje dzieła. Następnie zapisany przekaz myśli trzeba jeszcze „przelać na papier” (analogowy lub wirtualny). I wtedy komiks jest już gotowy! Czasami po tygodniu, miesiącu, roku pracy... Na przykład: podczas organizowanego przeze mnie Stulecia Komiksu (w roku 1996) Jerzy Ozga narysował w godzinę, na olbrzymiej planszy (na sztaludze), ciekawą historię z Supermanem. Ale znam też kogoś, komu stworzenie dwudziestu stron komiksu zajęło dziesięć lat ;) Oczywiście, obie prace zamieściłem niegdyś w Komiks Forum :)

W początkach historii nowego polskiego komiksu młodzi twórcy, organizatorzy pierwszego konwentu komiksowego (w roku 1991), mieli świadomość, że dłuższa opowieść ilustrowana jest sporym wyzwaniem dla każdego autora. Zbyt poważnym, aby takiego zadania podjął się człowiek nie mający pewności, czy jego praca zostanie doceniona lub opublikowana. Bowiem w tamtym czasie nie było wydawców zainteresowanych prezentacją dzieł debiutantów. Dlatego conturowcy wymyślili „konkurs na krótką formę komiksową”. A dzięki towarzyszącej konwentowi wystawie, wreszcie pojawiła się dla autorów szansa na publiczne pokazanie ich dzieł. Zasady konkursu ograniczały ilość stron komiksu do dziesięciu plansz, więc każdy zainteresowany twórca był w stanie poświęcić nieco czasu na sprawdzenie własnych możliwości w nowym medium. Jednocześnie nakład pracy potrzebny do realizacji obrazkowej noweli nie kolidował zbytnio z innymi zajęciami autora. W tamtym okresie dominował poważny deficyt scenarzystów komiksowych (niewiele zmieniło się do dziś). Dlatego twórca zazwyczaj był samotnikiem. Ale w tych pierwszych komiksach scenariusz nie był tak istotny. Ważniejsza była wizja młodego rysownika przeniesiona na papier. Mimo to, w kolejnych latach, na konwentowej wystawie pojawiało się wiele interesujących historii obrazkowych godnych publikacji... Dlatego zacząłem wydawać katalogi konwentowe :)

Owo eldorado dla ambitnych grafików trwało przez lata. Nawet ekipa nierobów Mamuta początkowo nie odważyła się zmienić tradycyjnego porządku rzeczy. Co roku, w trakcie konkursu, młodzi twórcy mieli wreszcie możliwość ukazania własnych zdolności rysunkowych. Łódzki konwent, a następnie Festiwal Komiksu był jedyną (w naszym pięknym kraju) imprezą, która oferowała tak szeroki zakres prezentacji dorobku komiksowych pasjonatów. Z tego artystycznego urodzaju korzystały zarówno pojawiające się nowe, niewielkie wydawnictwa niezależne, jak i rynkowi potentaci. Dzięki materiałom z konwentu mógł powstać Komiks Forum, Czas Komiksu, Arena Komiks... Nawet ekipa AQQ „maczała” często swoje palce w materiałach eventowych :) Lecz wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć :(

Przygotowanie konkursu nigdy nie należało do najłatwiejszych zadań dla festiwalowych orgów. Prace rysunkowe przybywały pocztą z całego kraju. A dzięki moim ówczesnym zabiegom, nawet zza granicy :) Komiksy należało opisać i przygotować do ekspozycji. W konkursie otwartym dla wszystkich zainteresowanych poziom prac bywał bardzo różny. Niekiedy zdarzały się plansze genialne, które zachwycały organizatorów. Lecz często pojawiały się też rysunki niegodne prezentacji. Zazwyczaj takie „dzieła” trafiały również na wystawę konkursową (zamiast do „kosza” ;) Przeważnie nikt nie dbał o wizerunek całej galerii. A tym samym, o poziom rodzimego komiksu. Tylko raz, kiedy sam objąłem funkcję komisarza wystawy, nie pozwoliłem na ekspozycji umieścić kilku grafomańskich wypróżnień. Oczywiście nadal wszystkie komiksy konkursowe podlegały ocenie jury. Bez względu na jakość ukazanego materiału. Tylko niektóre nie znalazły się na „mojej” wystawie. Lecz wtedy także opinia sędziów była zgodna z moją :)

Aby publicznie zaprezentować konkursowe prace zawsze niezbędna jest spora galeria. Duże sale z odpowiednim wyposażeniem są zazwyczaj dość kosztowne. Niestety, komiksy na ekspozycji z reguły nie „wieszają się” same. Dlatego do utworzenia pokazu potrzebna jest także „siła robocza”, nadzorowana przez kuratora. Nie należy również zapominać o ochronie wystawianych dzieł. A przynajmniej, zatrudnieniu „babci wystawowej” (nie mylić z klozetową :) Z przykrością stwierdzam, że to wszystko ma swoją wartość :(

Zaproszenie jurorów do oceny prac jest kolejnym poważnym kosztem organizacji konkursu komiksowego. Wszystkim sędziom trzeba przecież zapewnić właściwe honorarium. Natomiast przyjezdnym, godny nocleg, wyżywienie oraz zwrot kosztów podróży. Nikt nie będzie pracował za darmo :( W początkowych latach konwentu, aby ograniczyć wydatki (bo środków na organizację eventu było tyle, co kot napłakał), powołałem Akademię Komiksu. Konkursowe prace oceniali wówczas pro bono odwiedzający imprezę goście (tylko uznane autorytety oraz ludzie zawodowo zajmujący się komiksem). Lecz mój pomysł nie przyjął się na stałe. Pisałem o tym w „13lat prowizorki”... Czasami zdarzało się, iż niektórzy sędziowie nocowali w mojej kawalerce. Musiałem wtedy również ich karmić ;)

W drugim roku łódzkiego konkursu komiksowego wydałem własnym sumptem (w niewielkim nakładzie) katalog konwentowy. Pisałem już o tym na blogu... Od tamtej edycji, moja publikacja towarzyszyła każdemu jesiennemu spotkaniu z komiksami. Do czasu... W kolejnych latach, ten szczytny obowiązek przejął eŁDeK, nominalny organizator imprezy. Ale ostatnio, katalog już „męczyła” tylko ekipa Mamuta... Oczywiście, wydawanie antologii festiwalowej stwarzało zawsze wiele problemów. Oprócz sporego wysiłku, którego wymagało przygotowanie publikacji. Druk wybranych komiksów był znacznym obciążeniem dla budżetu każdej imprezy. Co roku należało bowiem zdobyć na ten cel dodatkowe środki. Na szczęście, „starym” orgom przeważnie to się udawało… Napiszę o tym jeszcze :)

Jednak największą zmorą organizatorów, którzy po imprezie zostali na festiwalowym „placu boju”, było nieustannie odsyłanie prac autorom. Należało przecież sprawnie i szybko usunąć komiksy z wystawy. Następnie dobrze je zapakować, żeby ich poczta nie „pożarła” w drodze do autora :( Chyba czasami dorzucano jeszcze do paczki gratisowe katalogi (egzemplarze autorskie). Co według orgów powiększało tylko straty (?!). Kiedyś sam walczyłem z Sobierajem o przestrzeganie honorowania twórców. Niestety, nie wiem z jakim skutkiem. Bo podczas pakowania przesyłek byłem raczej nieobecny (nie z własnej winy :( Tymczasem nadal odsyłanie prac konkursowych generowało dalsze koszty. Zarówno finansowe. Jak i społeczne ;) Ktoś musiał wreszcie to zmienić...

Wobec wyżej wymienionych problemów, które wiązały się z realizacją tego przedsięwzięcia, nasuwa się pytanie. Czy konkurs „na krótką formę komiksową” był potrzebny? Ja zawsze uważałem, że lepiej pokazać swoją pracę publicznie, niż chować stworzone z mozołem plansze w szufladzie. Myślę, że wielu autorów jest podobnego zdania. Natomiast jestem pewien, iż czytelnicy popierają moją tezę w stu procentach. Łódzki konkurs komiksowy był „trampoliną do kariery” dla wielu młodych autorów (choć brali w nim udział również starsi :) Przez kilka dekad stanowił jedyną możliwość prezentacji własnej twórczości komiksowej. Pełnił niebagatelną rolę w upowszechnianiu dziewiątej sztuki w naszym kraju… Ale tego konkursu już nie ma :(

Miejsce wyzwania dla wybornych nowel rysunkowych, które przecież gościły często na festiwalowych ekspozycjach (oraz w katalogu), zajął konkurs „na projekt publikacji komiksowej”. Tytuł równie dziwny, jak poprzedni :( Początkowo myślałem, że nowa oferta zwierzaka skierowana jest wyłącznie do wydawców. Bowiem nie wyobrażałem sobie, że rodzimy twórca (który zazwyczaj nie ma zbyt wiele czasu na poważniejsze przedsięwzięcia) zechce trwonić dni, miesiące na fanaberię rysowania obrazkowej historii „do szuflady”. Ponieważ szanse na publikację jego pracy (w tak wymyślonym konkursie) są raczej niewielkie :(

Rzekomo, wśród czytelników najbardziej popularne są albumy. Kiedyś, jeden z mniejszych wydawców żalił się, że zbiory komiksowych nowel słabo mu się sprzedają. Odbiorcy ilustrowanej treści wolą dłuższe formy wypowiedzi (albumy). Lecz przeczą temu wieloletnie sukcesy magazynów komiksowych (takich jak Relax, czy Metal Hurlant...), które bardzo chętnie na własnych łamach zamieszczały „krótkie formy komiksowe” :) Zapewne sukces każdego wydawnictwa zależy bardziej od jakości publikowanego materiału, niż jego obszernej treści. Niestety, nie wszyscy o tym pamiętają :( Raczej nie jestem przeciwnikiem albumów. Choć uwielbiam „krótkie formy”. Lecz chyba żaden szanujący się twórca komiksowy nie wymyśli ad hoc historii na 40 plansz, nie mając pewności, iż jego pracę poznają czytelnicy. Naturalnie wyjątkiem są grafomani, którzy potrafią wypróżniać z siebie kadry z chorobliwą wręcz intensywnością :(

Tymczasem Mamut jedną decyzją pozbył się kłopotu, który „spędzał mu sen z powiek” przez lata… Teraz, na jego nowy konkurs napływają tylko fragmenty historii, które jedynie jurorzy są zmuszeni czytać (bo płaci im za to). Podobno autorzy tych „szczątków” nie chcą pokazywać swoich prac na wystawie, żeby bezcennych pomysłów „nie skopiowała konkurencja” (?!). Tak jakby na festiwalu roiło się od komiksowych szpiegów, łaknących cudzej własności intelektualnej ;) Ale w takiej sytuacji, konkursowa ekspozycja raczej nie powstanie. Zbędna jest więc kosztowna galeria. Już nie potrzeba kuratora ani jego niewolników (pomocników) wieszających prace. Same oszczędności :) Ponieważ nie będzie wystawy prac konkursowych, nie ukaże się również katalog imprezy. Bo i po co? Odpada więc ciężka praca podczas przygotowania materiału. Znikają też koszty druku tradycyjnego wydawnictwa. Czyli następne korzyści ;) Fragmentów prac nie trzeba też nigdzie odsyłać, bo są to przeważnie kopie. Poza tym, większość z nich przybywa via Internet, więc Poczta Polska na konkursie nic nie zarobi :( Doprawdy, nowa formuła konkursu komiksowego posiada same zalety! Czyż to nie było genialne posunięcie jedynego demiurga festiwalu? Bez wątpienia zwierzak jest najlepszym organizatorem :(

Z pierwotnego konwentu pozostał więc tylko mój kiermasz, który ekipa orgów skutecznie zamieniła w komercyjny „jarmark rozmaitości”. Gdzie dla komiksu jest coraz mniej miejsca :(

Tekst nadal został spisany człowiekiem. Natomiast obrazek stworzyła, nielubiana przez wielu twórców, sztuczna inteligencja :(

Zrób sobie festiwal

Legenda o złym Witku
- wstęp do nowej historii Festiwalu Komiksu w Łodzi
Nisza w niszy
- opowieść o miejscu bardzo przyjaznym organizatorom
Milczenie owiec (a raczej baranów)
- historia pewnego, tajemniczego spotkania
W krainie ślepców...
- poznajemy skład pierwszego dyrektoriatu
Komiksowa agencja wycieczkowa
- ciekawe podróże dyrektoriatu na sam kraniec świata
Wystarczy być...
- co należy robić, aby trwać na cieplutkim stołku
Wystawy...
- przeróżne wystawy oraz ekspozycje z festiwalem związane
Vox populi
- głos ludu stowarzyszonego oraz obcego
Dyrekcja cyrku w budowie
- odyseja ekipy orgów po ciekawych miejscach Łodzi
Orgi oraz woły
- o tych, którzy pomagają oraz takich, co tylko udają
Inwazja autografożerców
- plaga równie żarłoczna co agresywna, niczym szarańcza
Wartość dodana
- jak z niczego stworzyć coś wartościowego?
Przypadek Klossa
- niemoralna propozycja, przyjęta przez zwierzaka bez żadnej refleksji :(
manga
- komiks, albo przebieranka... wybór należy do Ciebie :)
...dla dzieci
- czy twórczość dla dzieci rzeczywiście musi być gorsza?
Centrum Komiksu i TePe
- nowa instytucja, czy kolejna fasada?
Pasożyty kultury
- jak to możliwe, że tak wielu zdziałało, przez dekady, tak niewiele?
Podziękowania dla likwidatora
- konkurs „na projekt publikacji komiksowej” (autorzy, tylko się nie pchać!)
ciąg dalszy nastąpi...